instagram

Ciesz się chwilą

Są takie granice, których nie przekraczam. Strefa sacrum. Rzeczy tak osobiste, że nie mam ochoty dzielić się z nimi ze światem. Taka mojość, do której nikt nie ma wstępu. Chwile, którymi kocham się cieszyć. Delektować całkiem egoistycznie. Takie są piękne.

Konsumuję treści. Na śniadanie, obiad, kolację. Podjadam późną nocą. Bez liczenia kalorii i groźby porannego kaca. Wchłaniam nieskończone morze informacji bez sensu. Kto z kim, gdzie, dlaczego. Przebiegnięte kilometry, kubki wypitej kawy, imprezy, spacery, poglądy. Ktoś się oświadczył, ktoś się ożenił, komuś urodziło się dziecko. Czytam pasjonujące dyskusje o sensie wszechświata. Albo blogosfery. Bo dla niektórych ona jest sensem wszystkiego.

Najczęściej lubię. Bo lubić jest najłatwiej. Bo lubić można gdzieś pomiędzy. W tramwaju. Nad talerzem. Pomiędzy spotkaniami. Klik i lubię. Ot. Taki gest afirmacji. Lubię. Nie bywam rozmowna przesadnie. Bo najlepiej wymieniać myśli… O, tutaj. Teraz. Albo wtedy, kiedy przed nami dwa kubki herbaty, kieliszki białego wina czy szklanki mojito. Wtedy możemy powiedzieć sobie wszystko. Bez irytującego ciężaru autokreacji. Bez przeświadczenia, że wszyscy patrzą. Bez robienia czegoś na pokaz. Tylko Ty i ja. I nasza intymność. Chwila do potęgi trzeciej.

Najczęściej milczę. Mielę w sobie zdania, wystukuję i unicestwiam klawiszem „backspace”.

To nie tak, że całkiem. Lubię przecież tworzyć treści. Zapisywać na serwetkach złote zdania. Cytaty, których nigdy nie pamiętam. Zwłaszcza wtedy, kiedy mogłyby błysnąć. Otacza mnie masa kartek, notatników. Do wypełnienia tłustym kontentem. Najtłustszym.

Dotąd były tylko moje. Te myśli z tramwaju. Znad szklanki mojito.  Z plaży. Wyłowione z szumu muszli. Te myśli poranne z Mostu Teatralnego, kołysane melodią miasta. Myśli znad miseczki pomidorów z kiełkami brokuła. I kubka kawy z dużą ilością śmietanki, którą tak lubią koty. Myśli z Warszawy. Wrocławia. Ze wsi, gdzie czas płynie, jakby nie miał końca. Piątkowe myśli z Piątkowa, gdy witam po cichu i niespiesznie zapowiedź soboty.

Dotąd były tylko moje. Te chwile, gdy mógłby zatrzymać się czas. Gdy widzisz coś tak pięknego, że nie chcesz opakowywać tego w słowa. Zamykać w kadrze zdjęcia na Insta. Szufladkować. Komunikować światu: „Pięknie jest!”. Przecież nie trzeba.

I Ty to wiesz. Nikt nie musi zabierać Ci telefonu, żebyś zrozumiał. Nie musisz za każdym razem ograniczać tych chwil do 140 znaków, kilku fotek i stwierdzeń: ja na wakacjach, tarasie, na piwie, w pracy. Ja. Ja i ja. Ja i on. Ja piję. Ja się bawię. Śmieję. Patrzcie. Jestem szczęśliwy.

Dzielę się nimi. Czasem. Tymi chwilami. Nieśmiało jakoś. Bo tak trzeba. Bo hash, klout. Bo się robi tak. Jadę do pracy z Twitterem. Szukam wokół momentów insta idealnych. W tle bajzel wyskakujących powiadomień z Facebooka. Dzielę się więc. Bierzcie i chłońcie chwile te moje jakieś.

Szukam ich czasem w codziennym zgiełku. W godzinach przelewających się przez palce. Nie są najważniejsze. Najpiękniejsze też nie są. Są dobre. Jak truskawki bez bitej śmietany. Herbata bez cukru.

Tymi najważniejszymi po prostu się cieszę. By czuć je tak samo intensywnie. Zawsze. W każdej sekundzie.

Najmocniej.

  • http://www.przewijak.es Przewijka

    Kurde, jak czytam takie mądre teksty, to mam wrażenie, że robię z siebie ekshibicjonistkę emocjonalną. ;) i robi mi się trochę głupio…

    • http://socialshake.pl/ Izabela K.

      Każdy ma inaczej :) Ja po prostu nie umiem wszędzie widzieć kontentu, ale też blogowanie pełni w moim życiu inną rolę ;)

  • http://www.marilabo.pl/ Mari

    Zmieniłaś czcionkę? Nie wiem czy to z moim ekranem, ale ta jakaś nieczytelna.
    Nie przeczytam, majaczy mi w oczach. Daj znać, to zobaczę czy mam coś w komputerze poprawiać.

    • http://socialshake.pl/ Izabela K.

      Oj, nie zmieniałem nic :( Wszędzie wygląda u mnie okay, nie wiem w czym może tkwić problem. Przeglądarka i jej ustawienia? Daj znać, czy minęło :)

      • http://www.marilabo.pl/ Mari

        Świetny tekst! Dobrze, że mnie nie ominął!
        Weszłam teraz bezpośrednio, wcześniej przez feedly, może przekierowanie coś napieszało? Wcześniejsza czcionka była taka hmm…zwarta, pogrubiona i rozdwojona, koszmar. Jak kiedyś odkryję dlaczego tak wyszło, to dam znać.

        • http://socialshake.pl/ Izabela K.

          Może przez Feedly właśnie – też mi coś tam kiedyś wariowało ;)
          No i dzięki! ;)

  • http://prakreacja.pl/ Wojciech Wawrzak

    Najgorzej to zacząć traktować SM jak obowiązek. Muszę zrobić sobie tutaj zdjęcie, tutaj się zaczekinować, a stamtąd napisać tweeta. To, co dla mnie najważniejsze w mojej działalności – by aktywność w SM była zawsze szczera. By to rzeczywiście sprawiało mi radość. Dlatego czasem się wyłączam, a czasem jestem bardziej aktywny. I masz rację, że te najpiękniejsze chwile warto po prostu przeżywać – nie zawsze trzeba się nimi dzielić. Coraz częściej mam wrażenie, że mamy problem z przeżywaniem własnych emocji, bo zaczynamy traktować je wszystkie jak na sprzedaż. Jeśli coś poczuję, muszę to puścić dalej. Otóż nie – wcale nie muszę. Mogę. To moja decyzja. Jeśli chcę coś zostawić dla siebie – zostawiam. Przeżywam. Chłonę. Jestem. Czuję. Myślę. Nic nie zastąpi mojej własnej emocjonalności. Nawet tej nielubianej, nieszerowanej i niepopularnej.

    • http://socialshake.pl/ Izabela K.

      No i to jest właśnie ten offline, tak mnie pochłonął, że na spokojnie docieram teraz do Twojego komentarza ;) Grunt to się nie zapędzić w tym udostępnianiu siebie i swoich chwil, żeby ich po prostu nie zacząć tracić, nie oceniać tylko pod kątem lajków, czy instagramowych serduszek. Bo ta waluta jest słaba, najsłabsza :)

  • http://3telnik.pl Przemysław Garczyński

    Odnośnie cytatu/wiersza z ikony wpisu, to polecam film „Zapach kobiety” ;)

  • http://macwyznawca.pl/mac/ Jaromir Kopp (MacWyznawca.pl)

    Czasem mam lekkie wrażenie, że przesadzam z ekshibicjonizmem na TT (na FB jakoś łatwiej nad emocjami zapanować mi teraz ale to pewnie dlatego, że wyładowuje się na TT).
    Wszędzie wymagane jest zachowanie zdrowego rozsądku… choć w pośpiechu o to trudno.
    Fajny tekst ;-)

    • http://socialshake.pl/ Izabela K.

      Dzięki, lubię czasem tak właśnie pisać… :) Ja podchodzę do tego wszystkiego ostrożnie bardzo, do niedawna jeszcze w ogóle sprawiało mi trudno uzewnętrznianie się. Ale to bardziej wynika z tej przejrzystości, jak. np. blogowałam anonimowo było mi łatwiej, ale też jeszcze social media nie były tak rozwinięte ;)

      • http://macwyznawca.pl/mac/ Jaromir Kopp (MacWyznawca.pl)

        Je niestety zdiagnozowałem u siebie lekką internetową odmianę telewizyjnego „parcia na szkło”… a nadmierną „szczerość” mam niestety w naturze ;-)

  • http://zblogowany.pl/ Ana

    Przypomniała mi się taka cudowna chwila radości – patrząc z perspektywy czasu – praktycznie z niczego. Ot, wracałam sobie z wówczas dość istotnego dla mnie zaliczenia, ostatniego przed sesją, z piątką w indeksie, cudowna pogoda, mogłam sobie pozwolić na nieco oddechu… wspaniały stan. Chwila drobnej radości, a jakże pamiętliwa – bo własnie takie chwile radości z drobnostek są najcudowniejsze, a zdarzają się tak rzadko… Bo po prostu nie doceniamy tych chwil, niejednokrotnie o ile ważniejszych niż na piątka w indeksie.

    • http://socialshake.pl/ Izabela K.

      Przepiękne są, dzięki, że się podzieliłaś swoją :) Grunt to o nich pamiętać, bo to one dają siłę, gdy czasem zdarza się czas, gdy ich brakuje i wszystko jest ważniejsze od tej chwili, naszej, intymnej, cudownej :)

Next ArticleA czy Ty umiesz naprawdę żyć?