oczekiwania

Czego Ty ode mnie chcesz?!

Na pewno w Twoim życiu był taki dzień, kiedy jedyne czego chciałeś to święty spokój. Czy żyjemy w świecie zbyt dużych oczekiwań, czy może uczucia dają nam prawo do stawiania najbliższym wyżej poprzeczki? A może nie chcieć nic od nikogo, to błogosławiony stan, w którym ludzie stają się dla nas przezroczyści? 

Moje relacje z ludźmi zawsze określałam poziomem oczekiwań. Im mniej mi na kimś zależało, tym mniej od niego chciałam. Gdy angażowałam się, zaczynałam budować związek, bliższą relację, przyjaźń, oczekiwałam coraz więcej. Trudniej wybacza się błędy komuś, na kim nam zależy. Komuś obcemu wybaczyć wyjątkowo łatwo, w końcu to jego błędy, a nie nasze. Nie dotyczą nas, więc nie ma czego wybaczać.

Czasem, gdy jakaś relacja mnie zawiodła, skreślałam ją jednym ruchem, klawiszem „delete”, dosłownie chyba raz na Facebooku. Dziwnym trafem, nigdy na zawsze. Nawet jak w ruch szły słowa najcięższego kalibru, a w powietrzu wibrowało donośne „żegnaj”, ktoś wracał. Często wracałam ja. Nie umiem rozstawać tak całkiem, bez możliwości powrotu.

Czysta karta nie istnieje

Pamięć kobieca nie jest może doskonała, ale w jednym, przynajmniej moja, jest bezbłędna. Nawet jak wybaczę, to nie zapomnę i przy następnej sprzeczce jestem w stanie powyciągać wątki sprzed kilkunastu miesięcy, a nawet lat. Bo mnie dotknęły na tyle, że stały się integralnym elementem mojej świadomości. Nie jestem w stanie, nawet jak bardzo chcę, skreślić lat, miesięcy, które minęły i iść z tzw. czystą kartą dalej. Bez ludzi, bez wspomnień, bez myśli. Obojętnie, czy wyprowadzę się na koniec świata, oni we mnie będą. Dobrymi i złymi chwilami, które zawsze czegoś uczą. Czysta karta nie istnieje, to fantazmat, który stworzyliśmy, by móc w teorii zaczynać wszystko od nowa. Wtedy, kiedy nam dzisiaj nie wychodzi.

Świat nie jest czarno-biały

Nie umiem skreślać. Może dlatego nie rozumiem tej łatwości, która towarzyszy ludziom w wywalaniu kogoś ze znajomych, z życia. Mniejsza o to, co w nas, o wspomnienia, chwile, rozmowy, ale żaden świat nie jest tak duży, by się ponownie jakimś zrządzeniem losu, mniej lub bardziej fortunnym, nie spotkać. By na siebie nie trafić, nie przebiec obok, nie spotkać wzroku.

Niby nic wielkiego, niby każdy ma prawo usuwać ludzi ze swojego świata, ale świat, ten prawdziwy świat, nigdy nie będzie składał się jedynie z osób, z którymi się w stu procentach rozumiemy i zgadzamy.

Możemy ten nasz wirtualny świat układać według bezpiecznego schematu, w którym każdy, kto powie nam coś złego, spojrzy na nas krzywo, mniej lub bardziej wirtualnym spojrzeniem, znika. Co nam to jednak da, oprócz chwilowego odwleczenia momentu konfrontacji. Ona kiedyś nastąpi. Zawsze następuje. A wtedy to, co wydawało się czarno-białe, nabiera kolorów tęczy.

Cierpimy, bo jest nieidealnie

Niedawno ktoś mi powiedział, że kobiety zbyt wiele oczekują od mężczyzn, wywierają presję. Może to i racja, że oczekujemy wzajemnie od siebie zbyt wiele. Dotrzymywania słowa, czasu, którego ciągle brak, stabilizacji i odpowiedzialności, zaangażowania, które będzie częstsze i nieprzypadkowe.

Podobnie, społeczeństwo wiele oczekuje od kobiet. Idealne żony, matki, business woman, które dają radę zawsze. Ze wszystkim. Bez chwil słabości, łez i wypuszczanych w nicość próśb o wyniesienie śmieci. Wszyscy chcemy, żeby było mocniej. Bardziej. Prawdziwiej. I dlatego cierpimy. Bo jest po prostu nieidealnie. Zwyczajnie do kwadratu. Ludzie nie zachowują się tak, jak sobie to wymyśliliśmy. Żyją własnym życiem, uciekają przed czymś, co mogłoby im zabrać czas, czymś głębszym. Czasem nawet uciekają przed samymi sobą.

Oczekiwania pojawiają się z uczuciami

Oczekiwania wobec kogoś to emocje, to zaangażowanie, to próba nie tyle zmienienia go pod naszą modłę, ale budowania czegoś razem. To świadomość, że mogę chcieć, że mam do tego prawo. Że przekroczyliśmy granicę, za którą jesteśmy prawdziwi i wiemy, że chcemy być wzajemnie, w jakiejkolwiek roli, w swoim życiu. Kiedy nam na kimś nie zależy, nie chcemy nic od niego. Równa się dla nas obojętność, jest przezroczysty. Jedna z wielu biedronek na liście pełnym mszycy, bardziej zainteresowana sobą, niż tym, by spotkać się z naszą ręką.

Dystans jest okrutny, bo uświadamia, że już nie ryzykujesz, nie wyciągasz dłoni zachęcająco. Czekasz, a może nawet przestałeś już czekać. Dystans jest błogosławiony, kiedy niczego nie chcesz od nikogo, kiedy na nikim Ci już nie zależy, przestajesz cierpieć. Jesteś ty i szarość. Ta spokojna, oplatająca mijające sekundy szarość świętego spokoju.

photo credit: Chris JL via flickr.com (CC)

  • http://zblogowany.pl/ Ana

    Też nie umiem skreślać i też nie rozumiem tej łatwości, z jaką robią to inni. Ludzi, z którymi jakoś się związaliśmy, nie jest łatwo wyrzucić z życia, nawet jeśli – a może tym bardziej – w jakiś sposób nas zranili. To chyba bardzo ludzkie.

    • http://socialshake.pl/ Ibellae

      Wyrzucając ludzi nie pozbędziemy się „problemu”, bo on tkwi gdzieś w nas. Poza tym relacje w ogóle są zbyt cenne, zwłaszcza te wieloletnie, budowane z konsekwencją, żeby je tracić przez impuls. Bo to jednak jest w dużej mierze działanie pod wpływem negatywnych emocji w danej chwili.

      • http://zblogowany.pl/ Ana

        Z doświadczenia powiem: i tak, i nie. Jako komentarz do ostatniego zdania. Bo sama przeżyłam takie „wyrzucenie” – i ja wyrzuciłam, i ja byłam wyrzuconą. Dwa lata zajęło mi oczyszczenie emocji. Po tym czasie z mieszanymi uczuciami spotkałyśmy się z tą osobą w sumie niemal w cztery oczy, przegadałyśmy osobą całą noc. I tyle. Widziałyśmy się przy różnych okazjach ze 2-3 razy, przynajmniej bez emocji. Ale tamten impuls, który zakończył się wzajemnym wyrzuceniem, okazał się właściwym krokiem. Bo tamta relacja była cenna jednostronnie, ale dopiero po jej zerwaniu mogłam to zauważyć. Więc właściwie to racja, że ten problem tkwi gdzieś w nas: we mnie był problem zbytniego – albo może : zbyt szybkiego – przywiązywania się do ludzi, w tej drugiej – wręcz przeciwny: trafiłam na osobę, dla której relacje były potrzebne właściwie dopóty, dopóki coś z tego miała.

        • http://socialshake.pl/ Ibellae

          Cóż, z tym przywiązywaniem się do ludzi, mam tak samo, a przynajmniej miałam, bo za którymś razem, kiedy ktoś traktuje cię przedmiotowo, jak po prostu przydatny kontakt, już się nie chce… przywiązywać. Ćwiczę asertywność, czasami mi się udaje ją wdrożyć. Masz rację, bywa, że odcięcie jest najlepszym rozwiązaniem, chociaż wolę, żeby to była racjonalna decyzja, niż emocjonalna.

  • http://wyzwolony.pl/ Michał

    Wszystkiego można się nauczyć ;). A co do nadmiernie toksycznych ludzi – trzeba ich usuwać czym prędzej. Szkoda życia na nich.

    • http://socialshake.pl/ Ibellae

      Można, ale to nie byłabym już ja, tak sobie zawsze powtarzam ;) Chociaż kto wie, może za jakiś czas, kilka doświadczeń, stanę się inna ;) A odnośnie toksyczności, masz rację, ale to inny rodzaj ludzi, takich zazwyczaj w ogóle nie dopuszczam blisko.

      • http://wyzwolony.pl/ Michał

        Pytanie więc czy to Twoje przekonanie, czy nabyte i nieświadomie przyjęte.

        • http://socialshake.pl/ Ibellae

          Moje przekonanie, ale z biegiem czasu, im częściej obrywasz, tym mniej jesteś wyrozumiały. Ludzie się zmieniają, chociaż nie podejrzewam, żebym kiedykolwiek zmieniła się aż tak, żeby się pod tym nie podpisać :)

  • http://www.martinzalewski.pl/ Martin Zalewski

    Mam jedną osobę, którą wyrzuciłem z grona swoich znajomych. I nie mam tu na myśli tylko facebooka. ;) Była to jednak znajomość wynikająca nie z naszej woli, lecz z pewnych konieczności życiowych. Nikomu innemu nie udało się doprowadzić mnie do takiego stanu, że gdy tylko o tej osobie pomyślę, to mi ciśnienie skacze. Tak jak teraz… Życia mu uprzykrzać nie będę, ale nie pozwolę robić tego z własnym…

    • http://socialshake.pl/ Ibellae

      Czasami jesteśmy zmuszeni ludzi znosić i to jest do zrobienia, kwestia tego błogosławionego dystansu :) Natomiast jeśli relacja jest z jakiś powodów bliższa, to masz rację, nie ma na siłę ciągnąć jej, jeśli się kompletnie ludzie nie rozumieją, a każda rozmowa kończy się nieprzyjemną wymianą zdań. W ten sposób kilku osób zaczęłam unikać, bo mieli w sobie coś drażniącego.

  • http://socialshake.pl/ Ibellae

    No nie wiem, co chciałaś :P Jasne, są emocje, ale nigdy kiedy naprawdę jesteś zaangażowana w jakąś relację, nie trzaśniesz drzwiami raz na zawsze. Tak się nie da, chociaż… może gdy te emocje opadają, gdy ludziom robi się już wszystko jedno, gdy oddalają się od siebie dla jakiegoś wyższego dobra… może wtedy, jest łatwiej…

  • http://eksperymentalnie.com/ Agata Chmielewska vel Kurczak

    czytałam ten wpis w autobusie, na fonie i nie wiem czemu przeczytałam: skreślam ludzi… i coś mi nie pasowało, dobrze ze wróciłam tu ponownie :)

    • http://socialshake.pl/ Ibellae

      Uff, poszedłby w eter ciekawy komunikat ;)

      • http://eksperymentalnie.com/ Agata Chmielewska vel Kurczak

        tak bardzo w to nie wierzyłam, że postanowiłam na spokojnie w domu przeczytać :)

  • http://w--sieci.blogspot.com/ Introwertyczka

    Gorzej jest, jak tego świętego spokoju jest stanowczo za dużo. Co do skreślania, to wydaje mi się, że mało kto tak po prostu kogoś skreśla. Raczej zwyczajnie nie mają ochoty na podtrzymywanie kontaktu, po prostu dana osoba zaczyna ich nudzić, nie skreślają kogoś ot tak, z czystym wyrachowaniem.

Next ArticleIle zapłacisz za dobry artykuł w Internecie?