dialog

Nie zgadzasz się? Zabierz swoje zabawki i wyjdź!

Różne są typy blogerów i modele blogowania, łączy nas jednak jedno. Nikt nie pisze dla siebie, nawet jeśli tak twierdzi. Bo dla siebie to można pisać do szuflady albo na zahasłowanym skrawku internetu, gdzie nikt obcy nie ma wstępu. Piszemy, bo chcemy być czytani. Tylko nie zawsze jesteśmy gotowi na to, by spotkać się z czytelnikiem, który myśli inaczej.

Blog to moje podwórko

Przestrzeń, w której mam prawo usuwać, co chcę. Ja, bloger, niepodzielnie panujący, patrzący na grono czytelników z piedestału napisanych mądrych zdań. Bez nich by mnie nie było, ale to przecież ja dla nich tworzę, a nie oni dla mnie. Mój tekst nie potrzebuje komentarzy oprócz pieśni pochwalnych ku czci jego autora. Nie jest polem do dyskusji. Co najwyżej z kilkoma znajomymi, z którymi rozmawiam przy wirtualnej kawie o swoim własnym geniuszu. Moje prawo usuwać to, co psuje mi humor z rana, niepasujące do ogólnego obrazu wspaniałego blogera, który zawsze ma rację. Blog to miejsce, gdzie mam czuć się dobrze, jak u siebie. Nikt nie wchodzi do mojego domu z błotem na butach i nie mówi, jak mam go urządzać. Bo to przecież mój dom. Mam prawo myśleć, co chce, pisać, co chcę i albo się ze mną zgadzasz, albo zabierz swoje zabawki i wyjdź. Moje prawo blogera mieć zgadzających się ze mną czytelników. I Twoje prawo czytelnika, czytać blogi zgodne z twoją wizją świata.

Interakcja jest na wagę złota

Są różne rodzaje czytelników. Większość po prostu czyta teksty, tak jak ogranicza się do rzucenia okiem na nasze statusy na fejsie. Interakcja jest na wagę złota. Jeśli już ktoś postanowi zostawić po sobie ślad i wyrazić swoje zdanie, to daje coś cennego – swój czas. Nie zaliczam do grona komentatorów hejterów, osoby, których wypowiedzi obok merytorycznych nie stały, a ich jedynym celem jest wyprowadzenie autora z równowagi. Blogując, przez wiele lat, nie zawsze otrzymywałam w komentarzach miód na swoje serce. Maile od czytelników, którzy mieli inne zdanie, potrafiły sprowadzać się do gróźb i sugestii, że powinnam zamknąć bloga i najlepiej zniknąć ze świata dla ich lepszego samopoczucia.

Czytelnicy też nie zawsze radzą sobie z emocjami. Bo rozmowa, zwłaszcza osób o różnych zdaniach, to emocje, które niełatwo poskromić. Często biorą nad nami górę i wydaje nam się, że nie ma nic ważniejszego od rozmowy na temat tego, czy fetyszyści stóp są normalni. Hejterzy nie komentują merytorycznie i szkoda na nich naszego czasu, ale co z ludźmi, którzy po prostu myślą inaczej? 

Celem jest sama roz-mowa

Zawsze fascynował mnie dialog. Nie, że jestem idealnym interlokutorem, bo umiem stety albo niestety walczyć o swoją prawdę do pierwszej krwi. Z biegiem czasu jednak nauczyłam się, że moja wygrana w dyskusji nie jest najważniejsza. Że celem nie jest przekonanie do własnej racji, ale sama rozmowa. W łac. discursus – przedrostek di- to rozbiegnięcie się, podążanie w różne strony. Według Blanchota, francuskiego filozofa, dialog to roz-mowa – przerwa, szczelina między wypowiedziami, w której otwieramy się na Innego i jego zdanie.

Komunikacja nie polega na budowaniu wspólnego horyzontu, porozumienia, konsensusu, dojścia do wspólnej prawdy. Próba osiągnięcia porozumienia niszczy dialog, którego naturą jest sprzeczność i niejednolitość stanowisk. Dialog to dopuszczenie do głosu Obcego, to oczekiwanie na to, co powie ten ktoś, kogo często przypadkiem przywiało w nasze strony. Dla mnie sprowadza się do przemienności posiadania głosu. Mówię ja, bloger i mówi czytelnik. Sam tekst jest jedynie preludium, rzuconym w przestrzeń tematem. Najciekawsze historie wydarzają się w komentarzach. Kiedy ni stąd ni zowąd na blogu pojawia się ktoś i poświęcacie sobie czas. Nie musicie, ale chcecie rozmawiać. A gdy się zgadzacie, przestajecie mieć sobie cokolwiek do powiedzenia. Nie ma nudniejszych komentarzy, niż „Zgadzam się z Tobą”. Porozumienie zamyka temat.

Rozumiem potrzebę czucia się dobrze na własnym, blogowym podwórku, ale dla mnie blogowanie nigdy nie będzie monologiem, ani nie będzie sprowadzało się do głoszenia rzeczy ostatecznych. Każdy tekst podlega interpretacji i komentarzom, nie zawsze zgodnych z zamysłem autora. I dla tych komentarzy i rozmów tak naprawdę piszę. Bo według Ciebie wcale nie muszę mieć racji, i Ty według mnie możesz się mylić. Nie musimy się zgadzać, ale rozmawiać możemy zawsze.

A jak jest z Wami?

photo credit: Nick Fuentes via flickr.com

  • http://www.katsunetka.nl/ Katsunetka

    I jak tu się nie zgodzić? :) Są jednak testy, w których na prawdę nie da się nic merytorycznego napisać. Co mam zaskakującego napisać pod zdjęciami pokazującymi stylizacje? No tylko: pięknie, ładnie Ci w tym i tym podobne. Podobnie jest, jak ja to mówię, z moimi błędami młodości. Co sensownego napisać pod aktualizacją włosów czy recenzją kosmetyków? Choć znam bloga gdzie rozmowy są bardziej treściwe, ale to cięgi hejterom. Gdyby nie oni byłaby nudna wazelina.

    • http://wyzwolony.pl/ Michał

      Cóż mogę więcej napisać… zgadzam się :).

    • http://lepszawersjasiebie.pl/ Igor Mróz

      A ja ostatnio, patrząc na komentarze pod jakimś wpisem „stylizacyjnym” napisałem cos w rodzaju „czy nie wkurza cie, ze masz pod spodem tylko bezplciowe komentarze ‚podoba mi sie’ + link do bloga komentujacego?’ no i… moj komentarz byl jedynym jaki zostal wyciety :D

      • http://socialshake.pl/ Izabela K.

        Najwyraźniej wkurza i to bardzo :D

    • http://socialshake.pl/ Izabela K.

      Zazwyczaj tam po prostu nie komentuję, bo czegoś innego szukam na blogach ;) Fajnie, gdy za stylizacją, czy przepisem kulinarnym idzie jakaś historia, punkt zaczepienia, bo kilka takich samych zdjęć w różnych ujęciach to trochę mało :)

  • http://www.zycienapoddaszu.pl/ Bodbelle.

    Tak bardzo się zgadzam. Sama staram się odpowiadać na wszystkie komentarze pod wpisami u siebie, grzecznie dyskutuję z tymi, którzy się nie zgadzają, a nawet znajdzie się ktoś, kto podsumuje to jako kłótnię. Trzeba liczyć się z krytyką.

    • http://socialshake.pl/ Izabela K.

      I jeśli ma się czas na pisanie, to dobrze mieć go również na dyskusję. Bo jaka to przyjemność dla czytelnika dzielić się opinią, której nikt nie przeczyta i na którą nikt nie reaguje :) A krytyka potrafi wiele nauczyć.

  • http://alchemiakobiecosci.com/ margaritum

    Nie podyskutujemy sobie pod tym tekstem, bo zgadzam się w 100% ;)
    Na moim blogu pojawiają się też komentarze, w których czytelnicy dzielą się swoimi własnymi doświadczeniami i przemyśleniami. I takie są dla mnie najcenniejsze, nawet jeśli nie polemizują z tym, co napisałam. Wspaniale jest dostać sygnał, że dla kogoś mój tekst jest ważny, że poruszył jakiś istotny problem. Uwielbiam rozmowy, które wywiązują się pod niektórymi tekstami. I sama też staram się zostawiać ślad u innych blogerów, którzy piszą coś dla mnie istotnego.

    • http://socialshake.pl/ Izabela K.

      Mam tak samo :) Dla mnie blogowanie to nie tylko pisanie tekstów, a nawet nie tylko rozmowa z czytelnikami, ale i czytanie blogów. Trudno byłoby zrozumieć blogosferę bez uczestniczenia w niej w pełni, również jako czytelnik, który czyta blogi i wraca do nich ze względu na teksty, prowadzone dyskusje i osobę autora :)

  • http://kondux.pl/ Kondux

    Ja staram się zatrzymywać na blogu wszystkie komentarze, ale musza być kulturalne. Jeśli są to nawet gdy czytelnik się ze mną nie zgadza jest ok. Lubie podyskutować i czasem dzięki temu można dojść do nowych wniosków :)

    • http://socialshake.pl/ Izabela K.

      Też to lubię – dyskutować ;) Poza tym blogowanie to też nawiązywanie z ludźmi relacji. Nie widzę blogera, jako kogoś patrzącego na czytelników z piedestału, my też możemy się mylić, jak każdy :)

  • http://kochajaclato.blogspot.com/ Klaudia

    napisałaś bardzo fajny post – od tego są w końcu blogi, aby wyrażać swoje opinie, a jeśli ktoś dzieli się swoimi przemyśleniami w komentarzach, jest to ogromny plus dla blogera.

    • http://socialshake.pl/ Izabela K.

      Zdecydowanie tak – komentarze są bezcenne :) Dziękuję i za Twój ;)

  • http://kuferek-na-strychu.blogspot.com/ Ken.G

    Matko, chyba pora zbyt późna nawet na mnie, bo zagubiłam się w tym logowaniu… To ja se jednak może zostanę przy „gościowaniu” ;)

    Się teraz zastanawiam gdzie ja siedzę w tej całej blogowni? ;) Niby dyskusje dopuszczam, ale sam blog mam zamknięty. Pierwszy lepszy z ulicy mi tam nie wejdzie, buciorami perskich dywanów nie pobrudzi ;) Kiedyś onetowe przeboje, dziś stateczna kameralność – stępił mi się samurajski mieczyk. Przyznam szczerze, że nie mam absolutnie nic przeciwko dochodzeniu do konsensusu i rozmowie ludzi myślących podobnie. Nakłóciłam się już tyle, że mi styknie :) Żeby nie było, nie chodzi mi o potulne przytakiwanie czy nakłanianie do swojej racji (moja racja jest najmojsza). Po prostu, może nudnie, ale fajniej mi w towarzystwie tych, z którymi mogę złapać wspólną częstotliwość.

    Pozdrawiam późną nocą/wczesnym porankiem ;)

    • http://socialshake.pl/ Izabela K.

      Ale masz fotkę, to chyba jednak udało się zalogować ;) Formuła bloga zamkniętego kiedyś mnie pociągała. Zwłaszcza po Onecie, gdzie jak wiemy, bywało ostro i tłumnie. Dlatego się wyprowadzałam z niego, a potem wróciłam, by zniknąć w końcu kompletnie.

      Mniej we mnie determinacji do walki o swoje racje, przekonywania na siłę, pamiętam, jak czytelnicy potrafili mi zajść za skórę. Sprawić, że chciałam rzucać pisanie. Może teraz jest inaczej, bo dopiero powoli tworzę swój świat, formułę bloga i sama nie bardzo wiem, co z tego wyniknie. Chcę jednak, by był jak najszerszy, ten zakres. Niesie za sobą to odrobinę autocenzury, ale coraz lepiej sobie z nią radzę.

      Zapodaj na FB adres, bo nie wiem, czy go gdzieś mam :) Częstotliwość myślę, że mamy podobną ;)

      • http://kuferek-na-strychu.blogspot.com/ Ken.G

        Napisałam komentarz jako gość, ale potem coś pogrzebałam w ustawieniach na Disqus i pojawił się kot. Sama nie wiem co zrobiłam ;)

        Co do pisania, kiedyś chyba byłyśmy bardziej waleczne ;) Przynajmniej po sobie widzę, że dziś zwyczajnie nie chce mi się już użerać z głupkami. Szkoda czasu i nerwów – oni od tego nie zmądrzeją. A na autocenzurę jestem znowuż zbyt wygodna ;) Wolę czuć się swobodnie i gościć fajnych ludzi niż potem wietrzyć. A co do pisania Twojego, to i tak twierdzę, że najważniejsze, że piszesz. Pamiętam jak niefajnie było, kiedy przestałaś…

        Przejrzałam swoją listę i zobaczyłam, że wysyłałam Ci zaproszenie na dżimejlowego maila :) Ale w razie problemów z otworzeniem drzwi krzycz, piszcz, pisz, ogółem daj znać. Adres wrzucę Ci zaraz na fejsika :)

        • http://socialshake.pl/ Ibellae

          Masz rację z tą walecznością, ale wtedy też jakoś tyle nie mówiło się o hejterach, którzy po prostu wyżywają się w internecie. Między innymi naszym kosztem.

          A pisania mi brakowało, bardzo. Jak już raz zacznie się blogować, trudno przestać na zawsze :)

  • http://zblogowany.pl/ Ana

    Może nie powinnam tego pisać, ale… ZGADZAM SIĘ Z TOBĄ! :) Też lubię dyskutować, dzielić się spostrzeżeniami, nie zgadzać z ideą zaprezentowaną przez autora. Powoli przestałam zaglądać tam, gdzie jest tylko klepanie po pleckach, a z klawiatur czytelników płyną peany pochwalne na cześć autorów blogów. Bo po co zaglądać gdzieś, gdzie gdzieś ma się Twoją opinię, jeśli jest inna? Gdzie kulturalnie wyrażone zdanie spotyka się wręcz z agresją, bo jest odmienne? Choć, szczerze przyznam, w większości przypadków bywam tam, gdzie mi się podoba, gdzie blogerzy mają dość podobny sposób patrzenia na świat. Ale chyba nie ma bloga, który odwiedzałabym, a na którym zgodziłabym się ze wszystkim od A do Z :)

    • http://socialshake.pl/ Ibellae

      Wiadomo, że poruszamy się najczęściej w środowisku, w którym czujemy się dobrze, komfortowo, ale ważne, żeby się nie zamykać na to, co inne ;) Ja czytam blogi najczęściej dla ich autorów, cenię ich za określony styl pisania, za określony poziom, poglądy to dla mnie kwestia drugorzędna. No chyba, że ktoś głosi jedyną prawdę albo czytelników traktuje jako prawie zbędny dodatek do swojego pisania, to wtedy nie bardzo mam ochotę brać w tym udział ;)

      • http://zblogowany.pl/ Ana

        Dokładnie o to, moim zdaniem, chodzi w blogosferze – o otwartość na innych, nawet skrajnie różnych. Doki wyrażają zdanie, a nie zaczynają wynosić się ponad niebiosa i obrażać innych tylko dlatego, że są inni czy mają inne zdanie.

Next ArticleCzy wiesz, co jest najważniejsze?