grafika_kindle

Dlaczego warto czytać ebooki?

Nie rozumiesz, skąd ten zachwyt ebookami? Zastanawiasz się, dlaczego Twoi znajomi porzucili tradycyjne książki, żeby czytać te elektroniczne? Uważasz, że nie ma nic ważniejszego, niż dotyk okładki i zapach świeżo drukowanych stron? Poznaj zalety ebooków i dowiedz się, gdzie je kupować i jak robić to taniej!


Jeszcze w 2011 roku siłą nikt by mnie zaciągnął do czytania ebooków. Wychwalałam zalety „prawdziwych książek”, sprowadzając je do zapachu, podkreślania tych najulubieńszych fragmentów, głaskania z nabożną czcią gładkich okładek. Jak trafnie wtedy zauważyłam: ebooka nie pogłaszczesz. A to przecież wartość nadrzędna, nijak mająca się do zajmowanego miejsca, czy ciężaru tradycyjnych książek. Możliwość niczym nieskrępowanego głaskania jest nieoceniona!

No i te piękne chwile, które spędzało się w Empiku… Dziś staje się on powoli graciarnią, w której książki i inne dobra kultury pełnią rolę o wiele mniejszą, niż jeszcze 3 lata temu. Co się zmieniło, że dziś mogę nazywać się ebookoholikiem? Przyjrzyjmy się plusom e-czytania.

Jakie są plusy e-czytania?

Ebooki zaczęłam czytać przypadkiem. Na telefonie. O wiele łatwiej było mi czytać elektroniczną wersję książki, niż tę tradycyjną wrzucać do torby, jadąc na uczelnię, czy do pracy. Wygodne to wprawdzie tak do końca nie było, mały ekran robił swoje, wzrok cierpiał, za to kieszeń i kręgosłup zdecydowanie mniej. Aż w końcu, obserwując, że coraz częściej chwytam za ebooka, zainwestowałam w czytnik. Ten chyba najbardziej znany produkt Amazona, czyli Kindle (Paperwhite). Wydatek w tamtym czasie rzędu 700 złotych. Od tamtej pory przeczytałam dosłownie jedną tradycyjną książkę. Nie lubię tego za bardzo, nie czuję, odzwyczaiłam się, choć mam oczywiście sentyment. Jak do waty cukrowej albo oranżady w proszku (no prawie!).

A oto cechy, które dla mnie w ebookach są kluczowe:

  1. Wozisz ze sobą tyle książek, ile tylko chcesz. Dzięki temu czytasz to, na co masz w danej chwili ochotę, a nie to, co masz aktualnie w torbie. Nie mówiąc o tym, ile zaoszczędzisz miejsca w walizce, wybierając się w podróż.
  2. Oszczędzasz kręgosłup. Jeśli spojrzysz na wielkość choćby każdego kolejnego tomu Pieśni Lodu i Ognia, Millenium, a nawet Harrego Pottera, nie mówiąc o biografii Steve’a Jobsa, zrozumiesz, co mam na myśli.
  3. W łatwy sposób możesz dzielić się treściami i oznaczać te ważne. Dzięki funkcjom np. Kindle Paperwhite’a nie tylko możesz podkreślać ulubione fragmenty książek, dodawać do nich notatki, ale też wyszukać więcej informacji o interesującym Cię zagadnieniu, czy podzielić się nim ze znajomymi.
  4. Nie zajmują w domu miejsca. Jeśli masz gigantyczną willę z basenem, to problem Cię nie dotyczy, ale pomyśl, że masz małe mieszkanie, w którym zakupione przez Ciebie książki leżą już nawet pod łóżkiem i w łóżku, nie mówiąc o wszelkich półkach, czy piwnicy. Po prostu kochasz czytać, a nie masz gdzie trzymać tych wszystkich książek. No i Twój partner grozi, że z kolejną już Cię do domu nie wpuści!
  5. Cena, cena i jeszcze raz cena. Z reguły ceny ebooków wyglądają podobnie, jak ceny książek tradycyjnych. Swoje robi VAT, który powinien być niższy, ale nie jest (jest szansa, mała, że będzie). Niemniej, dzięki konkurencji na rynku e-księgarni i coraz większej ilości ebookowiczów, są oferty – perełki. Ostatnio kupiłam np. za 9,90 „Złego” Tyrmanda. W samej księgarni Ebookpoint.pl wg danych Upolujebooka.pl zaoszczędziłam dosłownie połowę, co w przeliczeniu pozwalałoby mi na kupienie kolejnego czytnika.
  6. No i jeśli masz ochotę na relaks z fajną książką, to kupujesz online i za kilka sekund masz ją na czytniku i zabierasz do wanny. Natychmiast. Nie musisz wychodzić z domu, kupujesz jednym kliknięciem.

Z dostępnością książek jest coraz lepiej, np. w ostatnim miesiącu wszystkie hity wydawnicze mają już wersję elektroniczną. Standardem staje się również powoli oferowanie większej ilości formatów ebooków (ja na Kindle korzystam z .mobi) i brak zabezpieczeń, wcześniej uniemożliwiających czytanie tej samej, zakupionej przez siebie książki, na większej ilości urządzeń. W dość krótkim czasie utrudniające życie zabezpieczenia zastąpił w wielu księgarniach zwyczajny znak wodny.

Jedyne, co może czasem przytłaczać, to częsty brak dostosowania czasopism do czytników. Ciekawie radzi sobie w tym obszarze Gazeta Wyborcza, która całkiem niedawno połączyła możliwość prenumeraty online i dostępem do wszystkich artykułów z możliwością wysyłania egzemplarza gazety codziennie na czytnik. Sporo musi się jeszcze nauczyć Press, nie mówiąc o tytułach, których na urządzenia mobilne, nie uświadczysz w żadnej formie.

Mój ebookowy niezbędnik

Mój ebookowy niezbędnik nie jest zbyt skomplikowany. Na co dzień korzystam z UpolujEbooka.pl. Umożliwia mi nie tylko kontrolować wydatki, ale też pozwala na synchronizację książek z księgarnią ebookpoint.pl. Wielka szkoda, że na taką współpracę nie zdecydowało się więcej księgarni – może mogłabym wtedy zrezygnować z excela do prowadzenia wykazu swoich ebookowych zasobów.

Dużym plusem serwisu, jeśli nie największym, jest jednak możliwość znalezienia ebooków po najniższych cenach i dostępność dodatkowych kodów rabatowych. A niedawno ruszył program, który za zakup poprzez serwis, przyznaje punkty. Te z kolei możemy wymienić na kolejne e-książki.

Warto również zaglądać na bloga SwiatCzytnikow.pl. Autor nie tylko wie dokładnie, co na rynku e-booków i czytników piszczy, ale też na bieżąco śledzi wszystkie sympatyczne oferty.

Z księgarni moją największą sympatię budzi Publio - głównie ze względu na duży wybór książek wydawnictwa Czarne i jedyne w swoim rodzaju reportaże. Warto jednak zaglądać również do Woblinka (za każde wydane 10 zł, kod rabatowy) oraz wspomnianej wcześnie Ebookpoint.pl, która z kolei dla mnie jest świetnym źródłem nowości z dziedziny marketingu. Do innych księgarni zaglądam mniej regularnie.

Oczywiście, jak to bywa z regułami, bywają od nich wyjątki. Jednym z takich wyjątków były u mnie ostatnio „Cząstki przyciągania” Natalii Hatalskiej. Pewne książki po prostu trzeba mieć na półce. Ba, niektóre warto mieć w dwóch wersjach, co często księgarnie umożliwiają, sprzedając je w atrakcyjnych, łączonych pakietach. Ale tutaj kluczem jest słowo „mieć”. Odkąd posiadam Kindle (prawie 1.5 roku), kupiłam ok. 200 książek. Zdecydowanie więcej i szybciej czytam. Ze słabości ebookoholizm jest stosunkowo najmniej niegroźny, a ani czytnik, ani tym bardziej ebooki nie gryzą – to tylko forma, bo przecież książki nie ocenia się po okładce.

  • http://dorotka.eu dorotka.eu

    Właściwie mogłabym spokojnie podpisać się pod tym tekstem, bo mam podobny w głowie już od jakiegoś czasu. A też jestem niby z tych, co to wąchają i głaskają książki. Jedyne co mogę dodać to tylko to, że e-booki odkryłam już jako mama dwóch urwisów, która niestety nie ma prawie już czasu na czytanie, a mając w torebce najpierw komórkę, a teraz czytnik może czytać kiedy tylko się da i gdzie się da…

    • http://socialshake.pl/ Izabela K.

      Tak, to jest mega wygodne – praktycznie nie rozstaję się teraz z czytnikiem. Nawet jak jadę na zakupy, to wyciągam go w tramwaju na kilka przystanków ;) A co do głaskania książek – jedno drugiemu nie przeszkadza, nadal niektóre książki warto mieć, ale jeśli ktoś naprawdę dużo czyta, nie jest tak trudno pokochać czytnik ;)

  • http://martinzalewski.pl/ Martin Zalewski

    Piszesz niby oczywiste rzeczy, ale e-bookofob jakoś nie potrafi przyjąć ich do świadomości. Przynajmniej do czasu, aż nie wpadnie mu w dłonie porządnej jakości czytnik. Ja w ten sposób zaraziłem mojego antyczytnikowego przyjaciela, dając mu po prostu w prezencie Kindle. Nie trzeba było długo czekać, by z wroga stał się orędownikiem e-czytania. :)

    PS Bardzo polecam zapoznanie się z ofertą Polityki w zakresie prenumeraty elektronicznej. POLITYKA Cyfrowa, bo tak nazywa się ta usługa, to wg mnie wzorowy przykład na to, jak się powinno tworzyć tego typu oferty.

    • http://socialshake.pl/ Izabela K.

      Chyba w tym właśnie problem – dopóki nie spróbujesz, to się nie przekonasz o korzyściach ;) U mnie kupno czytnika wywołała potrzeba – na telefonie czytało się ciężko, ale on wystarczył, żebym się już wkręciła i chciała więcej. Z tym prezentem w postaci czytnika, pomysł doskonały ;)

      A prenumeratę sprawdzę. GW robi to teraz nieźle. Kiedy abonament w Piano dawał możliwość czytania online, ale nie można było pobierać na czytnik, było to zdecydowanie słabe ;) Dzięki! :)

  • Truscaveczka

    Dla mnie jest jeszcze jedna zaleta – wizualna. Nie muszę cierpieć z powodu dziwnej czcionki, gęstego druku i tak dalej, bo reguluję wygląd tekstu sama. No i jest mniej tekstu na stronie, przez co czyta się o wiele wydajniej, bo wzrok nie skacze po wielkich połaciach słów.
    Czy ja wspominałam, że usypianie dziecka z paperwhitem stało się przygodą zamiast drzemki? ;)

    • http://socialshake.pl/ Izabela K.

      To prawda, możliwości dostosowania czcionki są genialne. Już się tak do tego przyzwyczaiłam, że mi umknęło, jako oczywistość. Patrząc na to obiektywnie, można czytać w ten sposób bez względu na wiek – nie ma wymówki, że literki za małe ;) Paperwhite sprawdza się nawet w ekstremalnych sytuacjach ;)

  • Cyfranek

    Obok trudnych do zignorowania zalet książek elektronicznych, posiadają one też wady. Warto o nich pamiętać inwestując w czytnik. Do głównych ułomności ja bym zaliczył brak możliwości odsprzedania pozycji, które nie przypadły nam do gustu. W przypadku papierowej książki można odzyskać przynajmniej część wydanej kwoty i zainwestować w kolejną lekturę. W przypadku e-booka zostajemy z „bezużytecznym” plikiem. Między innymi z tego powodu ja akurat kupuję książki elektroniczne zazwyczaj w cenie istotnie niższej od papierowych (czyli poniżej 15 PLN) albo takie, które mają duże szanse zdobyć moje serce i nie będę żałował zakupu. No i wciąż zdarzają się przypadki, gdy papierowe wydania są tańsze od elektronicznych. Boleśnie mi to uświadomiła w zeszłym tygodniu wizyta w budzie z „tanią książką” w jednym z naszych nadmorskich kurortów. Ale czasami nie trzeba aż tak daleko szukać. Do zalet bym jeszcze dodał możliwość udostępnienia pliku z książką rodzinie, bez pozbywania się możliwości czytania tego samego w tym samym czasie na swoim czytniku.

    • http://socialshake.pl/ Izabela K.

      To zależy, dla mnie brak możliwości odsprzedania to nie wada, ponieważ przywiązuję się do książek i po prostu raczej tego nie robię. Sentymentalna jestem, nawet jeśli jakaś lektura w 100 procentach mi nie posmakowała ;) Ale jeśli ktoś czyta i chciałby odzyskać część środków to rzeczywiście, racja. Cenowo – poluję na nowości, a te rzadko w wydaniu papierowym są przecenione, wśród ebooków zdarza się czasem to dość szybko :)

  • http://socialshake.pl/ Izabela K.

    Zgadza się – czytać można nawet w wannie, choć jest to pewnego rodzaju malutkie ryzyko ;) Dzięki za komentarz, również pozdrawiam! :)

  • http://socialshake.pl/ Izabela K.

    Nigdy nie próbowałam z synchronizacją, momentu, na którym skończyłam czytanie, bo nie rozstaję się z Kindle, ale funkcja też ciekawa ;)

  • http://fashandroll.pl FashandRoll

    Do zeszłego tygodnia byłam pewna, że e-booków nie tknę palcem. Zawsze uważałam, że wolę mieć każdą książkę w zasięgu ręki, dom wygląda lepiej gdy są w nim książki itd. Przekonało mnie Legimi. Stwierdziłam, że od teraz książki, które czyta się raz i więcej do nich nie wraca (tzn. jakieś poradniki itd.) będę kupować w wersji elektronicznej. Na razie czytam na telefonie, ale coraz poważniej myślę o zakupie Kindla.
    Największym plusem jest to, że telefon mam ze sobą wszędzie i jak mi się nudzi, po prostu zaczynam czytać. Pytanie czy tak samo wszędzie będzie mi się chciało zabierać czytnik.

    • http://socialshake.pl/ Izabela K.

      Dla mnie czytnik to obowiązkowy element wyposażenia torebki ;) Nie jest to ani duże, ani ciężkie, bardziej poręczne niż niektóre z książek, których czytania nie potrafię sobie odmówić ;) Lubię książki, te fizyczne, dotykalne, zwłaszcza postawić na półce… Ale odkąd mam czytnik, po prostu stoją, a ja czytam i szybciej i nie musząc się przejmować, gdzie tę pozycję ustawię i czy jest tego miejsca warta ;)

Next ArticleBrak problemów? Przedłuż umowę w Play