milosc

Do diabła z tymi motylami!

Wszyscy tylko o miłości, stadach latających motyli, czerwonych, bijących w rytm miłosnych ballad, serduszkach. Walentynkowy komercyjny szajs coraz bliżej. Nadchodzi miłość mierzona ilością czerwonych gadżetów. Serca bijące w rytmie romantycznych kolacji, tłumów w restauracjach i licznej gawiedzi na 50 twarzach jakiegoś Grey’a, którego każda twarz jest tak samo przewidywalna i nudna.

Walentynkowe szaleństwo nigdy mi nie przeszkadzało, chociaż im jestem starsza, tym mniej chcę tak jak wszyscy. Tkwić w kolejkach. Przeciskać się w tłumie świętujących najprawdziwszą miłość. Prześcigać się z hotelowymi rezerwacjami. Na forach serduszka i czekoladki są już passe. W tym sezonie króluje walentynkowe spa.

Komercja wciśnięta pomiędzy „kocham” a „cię”, gdzie „cię” jest dodatkiem do „kocham”. Tłumy i brak intymności wszędzie, gdzie tylko można celebrować walentynkową miłość. 

Miłość, można o niej książki pisać. Najlepiej romanse, koniecznie z happy endem. Bo miłość jest prosta, cukierkowa. I nawet jak pojawią się przeciwności losu, prawdziwej miłości one niestraszne. Miłość to wieczna bajka, w której raz po raz pojawiają się czarne charaktery, dla urozmaicenia akcji.

Miłość to wieczna intensywność, bukiety kwiatów bez okazji, słowa „kocham” powtarzane setki razy dziennie. I motyle, kiedy nie widzisz poza tym kimś świata, a na samą myśl o nim, wariujesz. Na pewno znasz to uczucie, kiedy jesteś w stanie przejechać pół Polski, żeby przy kimś być. Rzucić wszystko dla pięciu minut. To uczucie mija.

Miłość to nie pluszowy miś. Ani kwiaty.

My, kobiety, podobno pragniemy takiej miłości, jak z bajki, gdzie rycerz na białym koniu dociera pod naszą wieżę, ratuje nas z opresji, a potem „Żyli długo i szczęśliwie”. Nikt nigdy nie widzi jak z romantycznej miłości zostaje przywiązanie, przyjaźń. Jak gasną fajerwerki, ale pojawia się coś teoretycznie równie cennego, stabilizacja i spokój.

Tym bardziej nikt nie widzi, jak książę i jego wybranka rzucają w siebie najpierw słowami, potem talerzami, a jak trzeba to rzucają siebie nawzajem, na zawsze. Bo tam gdzie emocje, wyjątkowo łatwo o rzeczy ostateczne.

Przychodzi codzienność i różnice, których na pierwszy rzut oka nie widać. Wszystko staje się dobrze znane, a najczęściej nie docenia się tego, co się ma. Trawa zawsze jest zieleńsza na innym podwórku. Przychodzi życie, w tej swojej czasem okrutnej formie, która każe nam gnać do przodu, coraz szybciej. Nie mamy czasu na to, co ważne. Nie mamy i często nie chcemy mieć czasu dla siebie.

Książe i księżniczka uciekają przed sobą, każde pragnie własnej, odrębnej przestrzeni. Królestwa, w którym będą rządzić niepodzielnie. Dwa odrębne byty, które ktoś jakimś okrutnym żartem złączył. Motyle odlatują i nie wracają.

Przecież wszyscy chcą kochać. Wypatrują miłości z nadmiaru czasu. Z niedoboru szczęścia. Nie czekają, ruszają na podbój świata. A miłość przychodzi, kiedy chce. Kiedy już nie czekasz. Kiedy wydaje ci się, że masz wszystko. I po co ci teraz jakaś głupia miłość. I szukasz lekarstwa na to bolesne szczęście, fajerwerki euforii, różowe okulary z tandetnymi oprawkami. Uzależniasz się. A potem się poddajesz. Gubisz gdzieś okulary i już nie widzisz księcia. Ani księżniczki. Widzisz człowieka pełnego wad. Jak ty.

Kobiety marzą o kwiatach i w końcu faceci mogliby już się nauczyć, wykuć na pamięć jak lekcję, zapisać w kalendarzu. Kwiaty. Przynajmniej raz na miesiąc. Bez okazji. Taka pozostałość dziewczyńskich marzeń o romantycznych rycerzach. Przynajmniej coś z bajek mogłoby na tym świecie zostać.

Gdybyśmy spędzali ze sobą więcej czasu, tak naprawdę, zamiast uciekać, zamiast tylko udawać, że jesteśmy, ani motyle nie byłyby potrzebne, ani dodatkowy walentynkowy blichtr.

photo credit: Beverley Goodwin flickr.com (CC)

  • http://jadzka.pl/ Jadźka

    W kwestii kwiatów sprawa jest na tyle prosta, że ja ich nie lubię, a Mojżesz śpiewa „najpiękniejsze kwiaty człowiek dostaje na swoim pogrzebie’ ;)
    Romantycznej duszy w nim tyle, ile pluszu w jeżu, więc pomiędzy ‚kocham’ a ‚cię’ nie ma wypchanej przestrzeni. To dobrze, wolę prezenty bez okazji, a na walentynki zamiast SPA mamy SEX – takie z nas dziwaki ;)

    • http://socialshake.pl/ Ibellae

      Rozwaliłaś system, Jadźka ;) Ja kwiaty ubijam, te doniczkowe, pomimo olbrzymiej do nich sympatii ;) Opcja walentynkowa w Twojej wersji, cóż, bezcenna :D Chociaż spa i seks, jedno drugiego nie wyklucza :D

  • http://www.katsunetka.nl/ Katsunetka

    Walentynki, jak ja nie lubię tych serduszek, które mnie wszędzie atakują. To tak jak by kochało się kogoś tylko tego jednego dnia i tylko tego jednego dnia pokazywało swoje uczucie.

    • http://socialshake.pl/ Ibellae

      To tak, jakby usiłowało się rozpaczliwie coś nadrobić, a tego nadrobić się nie da. Niech miłość trwa każdego dnia :)

  • http://macwyznawca.myapple.pl/ Jaromir Kopp „MacWyznawca”

    Wyjątkowe wrażenie wywarł na mnie ten wpis. Pewnie z powodu moich rozczarowań. Ale kto ich nie ma?

    Obłuda komercjalizacji miłośc,i w której nie jest już najważniejsza relacja miedzy dwiema osobami: »Komercja wciśnięta pomiędzy „kocham” a „cię”, gdzie „cię” jest dodatkiem do „kocham”«
    Motylki i różowe okulary, a potem latające pociski słów lub co gorsza talerzy.
    Oj jak ja to dobrze znam… i to kilka razy na kilku „poziomach” relacji z płcią przeciwną.

    Ale!

    Jednak trochę nadziei zalęgło się w tym tekście…
    Kwiaty! Pamietajmy o kwiatach* ;-)
    I z optymistycznym akcentem pozwolę sobie zachować w pamięci ten wpis ;-)

    * kwiaty traktowane dosłownie i jako symbol.

    • http://socialshake.pl/ Ibellae

      W tekstach pisanych najlepsze jest to, że są wstępem do interpretacji… Masz rację, że kwiaty można interpretować na kilka sposobów, ale ten rzeczywisty też by się przydał. Kobiety od tylu lat mówią o tych kwiatach, a faceci od tylu lat udają, że tego nie słyszą albo do nich nie dociera ;) Niemniej, jest w tym wszystkim odrobina optymizmu… na całe szczęście :)

      • http://macwyznawca.myapple.pl/ Jaromir Kopp „MacWyznawca”

        Nie mam nic przeciwko prawdziwym kwiatom ale jak przeczytałem w komentarzach są kobiety, które ich nie doceniają (lubią). I w właśnie w takich przypadkach trzeba pomyśleć o jakiejś alternatywie ;-)

  • http://zblogowany.pl/ Ana

    Nie mam chyba nic do dodania do tego wpisu. No, może tylko to, że miłość najlepiej celebruje się w cztery oczy. A walentynki niemal kompletnie temu przeczą.

    • http://socialshake.pl/ Ibellae

      W tym sedno, wychodzi na to, że nie tylko ja nie lubię tłumów i robić tego, co wszyscy ;)

  • http://www.slodkogorzka.pl/ Monika Chrzanowska

    Polewam Ci wódki na znak, iż rację masz niezaprzeczalną. Masz pij, na raz! ;)

    • http://socialshake.pl/ Ibellae

      Dobrze, że polewasz w sobotę, a nie w niedzielę :D Dzięki! ;)

  • http://introversja.com/ Introversja

    I wszystko sprowadza się do spędzonego wspólnie czasu :)
    PS. Czytam „Zaginioną dziewczynę” i … jest mi coraz bardziej smutno. Bo to takie prawdziwe – żyjemy razem a potrafimy się wzajemnie zgubić.

Next ArticleNie mów mi, jak mam żyć