Rekrutacja

Jak stracić szansę na zdobycie pracy?

Jak zrobić wrażenie na rozmowie kwalifikacyjnej? Co zrobić, żeby zostać na nią zaproszonym? Czego nie pisać w CV, a co napisać w liście motywacyjnym? I jak dobrze przygotować się do rozmowy i nie przyprawić rekrutera o depresję? Garść banalnych, ale jakże prawdziwych porad!

Szukasz pracy? Wyobraź sobie tę niby komfortową sytuację od drugiej strony: Nadchodzi ten dzień, kiedy zdajesz sobie sprawę, że zasoby ludzkie (Twój ukochany, jedyny w swoim rodzaju zespół!), którymi dysponujesz są niewystarczające i potrzeba świeżej krwi. Tego kogoś, kto okaże się brakującym ogniwem, puzzlem, który wniesie powiew świeżości, a jednocześnie dołoży swoje 3 grosze do tej oszałamiającej całości. I na samą myśl o tym pasjonującym procesie wyłaniania tego jedynego z ust wydobywa Ci się tylko: Obosze! I nie jest to krzyk entuzjazmu, niestety.

Rekrutacja – to przerażające słowo na R

Wiele napisano o poszukiwaniach pracy. Stresie, zawiedzionych oczekiwaniach, bo pracodawca nie płaci tak, jak powinien, bo umowa nie taka, bo przecież ja „meneger” (cytat dosłowny z jednego z cv), więc tylko czerwony dywan i confetti. Równie dużo mówi się o bezrobociu, że pracy nie ma, że młodzi, wykształceni, z dużych ośrodków miejskich, ambitni i sfrustrowani, szukają celu w życiu. Bo staże to samo zuo, wykorzystywanie darmowej siły roboczej. Nie mówiąc o praktykach – żerowanie na naiwnych, sądzących, że im się to do czegokolwiek przyda.

Spójrzmy na to jednak od drugiej strony. Spójrzmy na sylwetkę zgnębionego rekrutera. Tej osoby, która poświęca swój czas, choć ma przecież czasem masę innych obowiązków. Mozolnie przeglądającej CV, a potem rezerwującej przynajmniej godzinę na każdego z kandydatów, by go dobrze poznać i naprawdę móc zatrudnić. Przecież on tego naprawdę chce! Nie jest potworem z Loch Ness, czyhającym na swoje ofiary. Jedynie szuka tego brakującego ogniwa.

Jak mu pomóc w tym żmudnym i czasochłonnym procesie?

O czym powinieneś pamiętać, gdy szukasz pracy?

1. Niby banał, ale ważny. Nie wysyłaj CV masowo, gdzie popadnie. Personalizuj przekaz, który kierujesz do rekrutera. CV będące efektem, tzw. masowej wysyłki, któremu przyświeca idea „wyślę wszędzie, gdzie się da, a nuż się uda”, jest zdecydowanie mniej efektywne, niż takie, które pokaże, że a. wiesz, gdzie aplikujesz, b. chciało Ci się dostosować aplikację do firmy. Błędy w nazwie firmy i jakiekolwiek błędy czy literówki nie są specjalnie mile widziane.

2. Dbaj o swoje CV. Dbaj o nie tak mocno, że każdy element w nim będzie przemyślany. Nie używaj czcionki 9 i nie umieszczaj treści na 4 stronach. Daruj sobie informacje o tym, do jakiej podstawówki chodziłeś i że kiedyś, w liceum, w czasie wakacji zbierałeś truskawki albo podawałeś komuś piwo. Skup się na doświadczeniu, które może okazać się przydatne dla firmy. Chyba, że aplikujesz na staż i chcesz się po prostu czegoś nowego nauczyć, a rekruter ma zobaczyć, że w czasach intensywnego zdobywania wykształcenia oprócz imprezowania, robiłeś coś jeszcze.

3. Nie wysyłaj maila z dokumentami bez żadnej dodatkowej treści. Niby to taki komunał – „dzień dobry”, „do widzenia”, czy to nieszczęsne „witam”, ale to pierwszy kontakt rekrutera z Tobą – przykuj jego uwagę.

4. Nie powtarzaj w liście motywacyjnym tego, co napisałeś w CV. List motywacyjny, jak sama nazwa mówi, ma umotywować to, że chcesz pracować w tej właśnie firmie i masz ku temu predyspozycje. Przekonaj rekrutera, że naprawdę jesteś niezbędny w jego zespole.

5. Zapoznaj się z ludźmi, którzy prawdopodobnie będą przeprowadzać z Tobą rozmowę. Dobrze wiedzieć wcześniej, z kim masz do czynienia. A jeszcze ważniejsze: zapoznaj się z firmą, do której idziesz. Oczywistość? Zapewniam Cię, że nie raz zdarza się, że po błahym pytaniu: „Co o nas wiesz?”, zalega dość krępująca obie strony cisza (damn!).

6. Bądź szczery, ale nie przesadzaj w tej swojej szczerości. Nie odpowiadaj na pytanie: „Dlaczego chcesz u nas pracować?” – „Szczerze? Bo szukam pracy”. Pracować można gdziekolwiek i są zawody, które wymagają o wiele mniejszych kwalifikacji, niż pałanie się marketingiem. I kosztują zapewne mniej stresu i zaangażowania. Serio. Możesz np. zbierać w lesie jagody – stosunkowo mało stresujące zajęcie. Tylko, że bardzo sezonowe i na dłuższą metę – dość nudne.

7. Nie spóźniaj się i przyjdź, a jeśli naprawdę nie możesz, to zadzwoń. Nie pisz elaboratów sms-em, jak Ci bardzo przykro i nie udawaj, że pomyliłeś dni. Kiedyś możesz naprawdę potrzebować tej pracy.

Trafiłeś tutaj, bo rekrutuję?

No i bardzo dobrze! Jeśli już zostałeś zaproszony na rozmowę na Juniora, odrób lekcje. Zakładam, że interesujesz się marketingiem, że nie wyobrażasz sobie dnia bez Facebooka, że znasz ostatnie zmiany i ciekawostki z social mediów, o których uprzejmie i regularnie donosi np. Jakub Prószyński. Że umiesz wymienić, ba, czytasz z przyjemnością, przynajmniej kilka blogów o tej tematyce. Że grywalizacja, rewolucja social media, czy cząstki przyciągania, to dla Ciebie znane i lubiane tropy albo miałeś je przynajmniej w ręce.

Że masz ulubiony fan page, na którego z przyjemnością zaglądasz. I znasz jakąś fajną akcję promocyjną z blogerami. Że strona na Facebooku, to dla Ciebie fan page, a nie fun page, choć sama myśl o rozmowie z fanami daje Ci mnóstwo funu. Że nie przeraża Cię i rozumiesz fenomen selfie oraz pornfood. A jak nie rozumiesz, to chociaż Cię nie przeraża. To ważne. Bo będziesz pracować z ludźmi, którzy tymi wszystkimi, jakże dziwnymi zjawiskami, na co dzień żyją i po prostu kochają to, co robią.

photo credit: deathtothestockphoto.com

  • http://www.przewijak.es Przewijka

    A przyjmujesz CV od znajomych?! :D

    • http://socialshake.pl/ Izabela K.

      Przeprowadzasz się do Poznania? ;)

      • http://www.przewijak.es Przewijka

        Moje marzenie :)

  • Pingback: Miesięcznik 06'14 | marilabo.pl()

Next ArticleTy też boisz się Facebooka?