Pasja

A Ty? Kochasz to, co robisz?

Niektórzy mówią, że żyję pracą, bo potrafię rozmawiać o tym, co kocham, godzinami. Inni, że nie mam życia. Bo przecież to grzech po 16 sprawdzić, co ciekawego zdarzyło się na Facebooku, o 20 podzielić się branżowym artykułem, a o 22 odpisać na maila. Ja wolę powiedzieć, że po prostu kocham to, co robię. Też tak masz?

Jesteś już kilka lat po studiach, posiadasz pracę, która jednocześnie sprawia Ci przyjemność, a wszyscy wokół próbują Cię przekonać do tego, że w życiu najważniejsza jest równowaga i to, co dzieje się po magicznej godz. 16.00. „Nie pracuj tyle”, „Tylko praca i praca”, czy akurat w tej branży, w której pracuję znamienne „Znów siedzisz na Facebooku”. Wszyscy mówią o zachowaniu równowagi, o work-life balance. A najgłośniej krzyczą ci, którzy pracę kończą po 8 godzinach, a potem zamykają okienko… i żyją. Bo jak to możliwe, że można żyć inaczej, że można kochać to, co się robi. Że można się temu czasem poświęcać.

Czy work-life balance istnieje?

Spodobała mi się jakiś czas temu wypowiedź Pawła Tkaczyka w jednym z wywiadów: „Nie wierzę w work-life balance, bo podział na pracę i nie-pracę uważam za sztuczny”. Zgadzam się. Naturalnie, ważne jest, żeby w naszym życiu istniało coś poza pracą, żeby znaleźć czas dla tych, na których nam zależy. Żeby zachować jakieś zdrowe proporcje. Jednocześnie jednak praca, to również nasze życie. To coś, co rzutuje na naszą wiedzę życiową, doświadczenie, a wreszcie zadowolenie z siebie. To, co robimy poza godzinami pracy wpływa na czas, kiedy pracujemy i na odwrót. Granica między pracą, a czasem wolnym się aktualnie zwyczajnie rozmywa.

Dlatego coraz częściej odnoszę wrażenie, że moje życie osobiste i zawodowe się przenikają. Mniejsza o dyżury (social media nie żyją w godzinach 8-16), konieczność poświęcania większej ilości czasu większym projektom, czy sytuacje, gdy się pali. Chodzi o pewien styl życia, z którym wiąże się to, co robię. Chodzi też o to, że po prostu to lubię.

Prawdziwa pasja uzależnia

Nie wyobrażam sobie scenariusza, gdy o 16 wyłączam komputer i zapominam o tym, co przed chwilą robiłam. Na dobrą sprawę, aby nie myśleć, aby przestać pracować – nad sobą, nad projektami, nad wizerunkiem, wiedzą, musiałabym tego komputera nie włączać do następnego dnia 8 rano. A nawet jeśli, to jeszcze pozostają smartfony i inne zdobycza techniki, które pozwalają nam, czasem wbrew naszej woli, trzymać rękę zawsze na pulsie. Zawsze, serio.

Chodzi jednak o to, że jeśli pracując robisz to, co lubisz, to zaczynasz tym  w pewien sposób też żyć. Że bierzesz udział w dyskusjach, spotkaniach branżowych oficjalnych i mniej oficjalnych, różnego typu, że chcesz o tym rozmawiać, pisać. Że musisz śledzić trendy. Czytać kiedyś te wszystkie artykuły z rssów. Poznawać ludzi. Rozwijać się. I robisz to nie od 8 do 16, kiedy nie wiesz, czego się chwytać, ale właśnie wtedy – w swoim wolnym czasie.

Tak się dzieje, kiedy praca staje się pasją. To pasja sprawia, że Ci się chce, że wchodzisz w interakcje, blogujesz, czytasz, zwiększasz kompetencje, że chcesz być na bieżąco. Że jak odcinają Cię od Facebooka, to czujesz, jakby ktoś odebrał Ci sens życia. Przesadzam – no to może to coś w stylu zabrania sprzed nosa ostatniej kostki czekolady… ;)

Jeśli praca Cię męczy – zmień ją!

Niedawno usłyszałam, że praca powinna być drogą, nie celem. To prawda. Całe życie jest drogą, składającą się z wielu różnych ścieżek. Cele obieramy w międzyczasie różne, również priorytety się zmieniają w zależności od jego etapu. Rozwój osobisty powinien być jednak jednym z nich, stałym elementem, który nas popycha naprzód. Bo, żeby coś się naprawdę udawało, trzeba robić to w 100 procentach. I być nie tylko rzemieślnikiem, ale i pasjonatem, który po prostu kocha to, co robi. Właśnie dzięki pasji powstają czasem arcydzieła.

Czasem, gdy kolejny raz ktoś mi mówi, że za dużo pracuję, przypomina mi się jak byłam dzieckiem i walczyłam o to, by móc czytać książki. Czytałam dużo, tak dużo, że moja rodzina martwiła się, że mi to zaszkodzi. Odbierali to też często jako „naukę”, a więc pracę, zapominając o tym, że po prostu to lubiłam i mogłam tak w nieskończoność… Byle tylko dotrzeć do ostatniej strony szybciej, niż jutro rano. Czasem tak jest z projektami, tak pochłaniają, że wiesz, że musisz właśnie dziś dotrzeć do ostatniej strony, by móc pójść dalej.

photo credit: geralt via pixabay cc

  • http://www.przewijak.es Przewijka

    Jej, mam nieodparte wrażenie, że mój dzisiejszy wpis i Twój dzisiejszy wpis mocno się przenikają, Mam nawet wrażenie, że dokończyłaś moje nie do końca nazwane nawet i bliżej nieokreślone myśli. Jeśli się mylę, popraw mnie proszę :)

    P.S. Jam Twój stały komentator. Wierna fanka. Od zawsze :)

    • http://socialshake.pl/ Izabela K.

      Troszkę tak, wpadłyśmy na siebie zwłaszcza w okolicach drogi i celu… I chyba obie zgadzamy się w tym, że aby coś osiągnąć, trzeba dać z siebie wszystko i po prostu do tego dążyć. Nie po trupach do celu, ale rozkoszując się każdą chwilą, czasem poświęcając, po prostu żyjąc… Tak jak chcemy żyć :)

  • http://copycharlie.pl Karol Gajda

    Fajnie poczytać, że są na tym świecie ludzie, którzy jarają się swoją pracą, zamiast odliczać czas do magicznej 16-tej :)

    P.S. Pracoholizm to nie choroba :)

    • http://socialshake.pl/ Izabela K.

      Jeszcze fajniej przeczytać taki komentarz i fajnie, że jest nas więcej! ;)

  • Pingback: Dlaczego boisz się wygrać? | Kinga Mak()

  • http://kingamak.pl/ Kinga Mak

    Piękna sprawa, uwielbiam ludzi, którzy pracują z pasją. I w dodatku inspirują, co też uczyniłaś tym wpisem :))

    • http://socialshake.pl/ Izabela K.

      Inspiracji nigdy dość :) Witaj i dziękuję za polecenie – wyłapałam linka, a teraz idę czytać ;)

Next ArticleJakie cechy MUSI posiadać bloger?