platnetresci

Ile zapłacisz za dobry artykuł w Internecie?

Treści w Internecie są za darmo, często wydają się bezpańskie i do zapożyczenia. Nie należą do nikogo – własność wspólna, która choć niczyja, należy się wszystkim. Dlatego z taką niechęcią przyjmujemy każdą formę wprowadzenia płatności za kontent. Bo dostępny w Internecie, z założenia jest mniej wart.

Aby zwiększyć swoją wiedzę, chodzimy na kursy, za które płacimy. Czytamy książki, które kupujemy. Prenumerujemy czasopisma, w których znajdujemy artykuły z interesujących nas dziedzin. To, za co płacimy, jesteśmy w stanie docenić, wpisać w CV i wykorzystywać przy każdej okazji. To dla nas wartość, bo musieliśmy wyłożyć pieniądze, aby to pozyskać.

Internet natomiast to z założenia przestrzeń, w której informacje nic nie kosztują. Przyzwyczailiśmy się, że artykuły czytane w serwisach informacyjnych, na blogach, często wysoce specjalistyczne, są całkowicie za darmo. Dlatego tak trudno jest zapłacić, bo przecież do tej pory nie musieliśmy tego robić.  I dlatego zupełnie ich nie doceniamy.

Zmienia się sposób konsumpcji informacji

Krytykowany przez wielu system Piano, czy prenumerata elektronicznej Gazety Wyborczej, to odpowiedź na zapotrzebowanie odbiorców. Nie znam jednak statystyk i nie wiem, czy to się Gazecie opłaciło. Wieszczący jednak koniec tego systemu, na razie nie mieli racji.

Jako czytelnik na Piano zdecydowałam się prawie zaraz po jego wprowadzeniu. Jedyne, do czego miałam zastrzeżenia, to brak integracji możliwości konta. Jeśli chciałam czytać na Kindle, to bez Dużego Formatu, jeśli w aplikacji, musiałam mieć wykupiony odrębny abonament. Płacąc za treść na www, nie mogłam przeglądać jej w wygodny sposób na innych urządzeniach, bo wiązały się z tym koszty kolejnego abonamentu. Obecnie, jak płacę określoną kwotę miesięcznie, mogę konsumować treści w jakiejkolwiek formie chcę.

Sam sposób konsumpcji treści zmienia się. Coraz rzadziej decyduję się na prenumeratę czasopisma, które nie jest dostępne w wersji elektronicznej. Czekanie miesiącami, aż dany tytuł zda sobie sprawę, że powinien to być jego priorytet, nie raz i nie dwa zniechęcało. Niektóre z podpytywanych przeze mnie, nadal się takiej wersji nie doczekały.

Wersja elektroniczna to jedno, inną kwestią jest mobilna aplikacja, która ułatwia konsumpcję na tablecie, czy wersja na kindle, a te mają nadal nie wszystkie tytuły. Dlaczego nie papier? Nie mam, gdzie tego trzymać, nie mam możliwości szybkiego cytatu, ani zachowania kopii na dłużej. Kupuję papierowe wydania coraz rzadziej i raczej z sentymentu. Co jednak najważniejsze, jestem w stanie zapłacić za dostęp do artykułów online w wygodnej dla mnie formie.

Ludzie nie chcą ambitnych treści

Ludzie nie czytają książek, ani czasopism, nie licząc brukowców, pudelków i faktów. Nie czytają nie tylko dlatego, że w ogóle dostęp do tzw. kultury wyższej jest drogi. Nie czytają, bo im się zwyczajnie nie chce. Zmęczeni po pracy, która nie daje satysfakcji, po kolejnej awanturze małżeńskiej i innych nieszczęściach, mają ochotę jedynie na treści lekkie, łatwe i przyjemne. Pokażcie mi kogoś, kto nie łapie się na tym, że pomiędzy ambitną lekturą, filmem, który daje po łbie, ma ochotę na odrobinę kompletnego niemyślenia i wchłaniania głupot.

W Internecie aż roi się od śmieci. Codzienna zupa informacji z portali, blogów, czy w newsfeedzie na Facebooku i w innych serwisach społecznościowych odrzuca i przeraża. Dotarcie w tym bełkocie, wśród krzyczących na czerwono perswazją nagłówków newsów, często o niczym, do wartościowych treści, jest trudne. Walczy się o naszą uwagę chwytami poniżej pasa, jak ostatnie doniesienia o wojnie na NaTemat. A nawet jeśli ten przeciętny czytelnik do nich dotrze, zeskanuje treść pomiędzy wypiciem kubka kawy, a konsumpcją drożdżówki. Tyle dla niego znaczy.

Dlaczego nie docenia się blogerów?

Nie dziwi więc obojętność czytelników w konkursie na Bloga Roku. Każdy chce brać, ale niekoniecznie dawać coś z siebie. To symboliczna kwota, na którą każdy bloger, którego odwiedzasz, zasługuje. Podobnie jak czasem lajk – niby niewiele, ale jednak jest to często bariera, której czytelnik nie chce przekroczyć. A interesująca treść, wbrew pozorom sama się nie obroni.

Problem nie tkwi jednak w kwocie. Problem tkwi w czymś innym. Naszej polskiej mentalności. Nie lubimy pomagać, nie lubimy ludzi, którym się udaje. Nie lubimy być aktywni. Większość z nas to widzowie, którzy uśmiechają się, gdy komuś się coś nie uda i nie będą mogli doczekać się momentu, kiedy podzielą się tą informację za jego plecami ze światem.

No i większość społeczeństwa nadal nie traktuje blogerów poważnie. Nie są w stanie wymienić nawet kilku najpopularniejszych. Ta większość pod każdym tekstem o (dawnym) Kominku w portalach internetowych, zapyta, kto to w ogóle jest. I oni nie udają, że nie wiedzą. Często nie wiedzą naprawdę.

Internauci przyzwyczajeni są do tego, że treści w Internecie nic nie kosztują. Że to część ich świata, bezpłatnego i bezpiecznego, żyjącego w rytmie wifi. Sfera ich wolności. Profesjonalizacja treści na blogach, rosnąca eksperckość w ogóle artykułów w internecie, większości nie przekona. Bo to, co dotąd było za darmo, nie może w ich oczach nagle kosztować 1.23 zł smsa czy 30 zł miesięcznego abonamentu. To jest coś, co im się należy.

Może jednak z czasem część zda sobie sprawę, że warto doceniać nawet to, co dostajesz za darmo – choćby symbolicznym lajkiem. I, co ważniejsze, że ktoś nawet nad artykułem w internecie, naprawdę się napracował, poświęcając swoją wiedzę i czas. A one kosztują najwięcej i zawsze tyle samo, bez różnicy, gdzie zostaną opublikowane. 

  • http://www.przewijak.es/ Ania Andrzejewska

    Jak zawsze w punkt! Jeśli chodzi o BR to mam trochę kaca z tego powodu. Chyba właśnie dlatego, że ludzie nie chcą wysłać smsa. Nie podziękują za prawie dwuletnią pracę nawet 1,23… Doceniam tych, którzy wysyłają, bardzo. Miejsce w rankingu tylko uświadamia mi, że warto było się zgłaszać. Dzięki temu ja już wygrałam. :)
    W sumie brzmię trochę roszczeniowo, a nie chcę tak brzmieć, postawiłam wiec na dobrą zabawę :)

    • http://macwyznawca.myapple.pl/ Jaromir Kopp „MacWyznawca”

      Powiem Ci, że dla mnie te 1,23 zł jest odczuwalne zwłaszcza jak ma się kilka ulubionych blogów ;-)
      Wiem… mam nowego iPhona, MacBooka ale to moje narzędzia pracy radości ;-)
      a kosztuję mnie czasem nawet oszczędzanie na jedzeniu ;-)
      Co innego jak ma się ten jeden jedyny ulubiony blog ;-)

      • http://socialshake.pl/ Ibellae

        Jak tak policzyłam wszystkie blogi, na które muszę zagłosować… to masz rację, jest ciężko ;) Na szczęście nie dzwonię dużo, no i raz na rok te koszty się przeboleje :) Ulubiony blog, mówisz, ciężko taki jeden znaleźć ;)

        • http://macwyznawca.myapple.pl/ Jaromir Kopp „MacWyznawca”

          Ja dużo ich nie czytam… a przynajmniej nie startujących ;-)
          Nie tak ciężko… bo bo Ty nie startujesz z tego co wiem?
          ;-)
          To tylko dwa maiłem ;-)

          • http://www.martinzalewski.pl/ Martin Zalewski

            Gdzieś kiedyś przeczytałem takie zdanie:
            „Żyjemy w czasach w których wszyscy piszą, nikt nie czyta”. ;)

          • http://macwyznawca.myapple.pl/ Jaromir Kopp „MacWyznawca”

            Nie jest to do końca prawdą…

            Wszelkie media najpierw opanowują osoby mające „parcie na szkło (membranę, ekran)” i czujące potrzebę publikowania treści. Potem te media są „przejmowane” przez konsumentów.

            Zobacz jak się YT rozwijał… najpierw konta mieli tam prawie sami publikujący, a teraz jest pełno kont na których ani jeden film się nie znalazł. I te konta są teraz w przewadze. Czyli „równowaga” jest zachowana.

            A ja po prostu czytam bardziej „branżowe” rzeczy i jak wystarczy czasu zwykłe eBooki. Choć prawdą jest, że nie słucham żadnego podcastu, a biorę udział w dwóch ;)) Wolę czytać, „audioczytanie” też mnie nie pociąga. ;-)

          • http://www.martinzalewski.pl/ Martin Zalewski

            Napisanie tekstu i nakręcenie filmu, to dwie zupełnie różne rzeczy. Dwa różne poziomy zaangażowania, dwa zupełnie inne warsztaty, itd. itp. :)

          • http://macwyznawca.myapple.pl/ Jaromir Kopp „MacWyznawca”

            A do czego się odnosisz?

            Ja robie jedno i drogie. Prosty 1-2 min. film montuje czasem (i to pomocą wzorców) 1-3 h. Plus filmowanie.

            Napisanie wpisu czasem 2-8 godzin (te technologiczne) ;-)

          • http://www.martinzalewski.pl/ Martin Zalewski

            Napisałbym, że odnoszę się do naszej wcześniejszej dyskusji, ale postanowiłem, że dzisiaj nie będę złośliwy, więc sobie odpuszczę. :)

    • http://www.martinzalewski.pl/ Martin Zalewski

      A ta kasa do blogerów idzie? Nie na cele charytatywne?

      • http://socialshake.pl/ Ibellae

        Na cele charytatywne, ale co, by nie mówić, zyskuje bloger.

    • http://socialshake.pl/ Ibellae

      Tatuaż majonezu nie jest tego wart ;))) Zawsze warto się zgłosić, myślę, że to okazja do zdobycia nowych czytelników, sprawdzenia się i tak jak mówisz, zabawa :)

  • http://macwyznawca.myapple.pl/ Jaromir Kopp „MacWyznawca”

    Ważny wpis!
    To nie jest tylko problem polskiej mentalności (choć ona go u nas potęguje).

    Ostatnio z @Behinder:disqus mówiliśmy w p2p o zamykaniu zagranicznych wydawało by się poczytnych czasopism i blogów z branży Apple (która teraz rozkwita).

    Wiele źródeł informacji jest za darmo (lub tak się to odczuwa) np. radio czy TV (wiem, abonament ale moim zdaniem „mentalnie” pomijalny). Gazety często w cenie papieru.

    Internet też nas rozpuścił… muzyka za darmo, filmy za darmo (nawet czasem legalnie), „newsy” za darmo. Czasem jedyną opłatą są reklamy.

    Ludzie nie zdają sobie sprawy, że np. mi napisanie wpisy „technologicznego” zajmuje czasem 3-8 godzin (pomysł, przemyślenie, zebranie materiałów, zrobienie grafiki itp.). Zresztą każdy wpis „kosztuje” sporo mniej lub więcej wysiłku bezpośredniego i niemierzalną ilość doświadczenia i wiedzy osoby go piszącej.

    Obawiam się, że musimy zadowolić się wpływami z reklam i wyrazami uznania w postaci wspomnianych przez Ciebie „lajków” i udostępnień ;-)

    • http://socialshake.pl/ Ibellae

      Na szczęście większość z nas bloguje dla idei, bo lubi, kwestie finansowe są tutaj drugorzędne. Może dlatego nie widzę nic złego w wysłaniu smsa na kogoś, kto po prostu skupia się na swoim blogu nie dlatego, że jest to jedyne źródło jego zarobku, ale też albo jedynie pasja :) Blogerzy, których znam, to w ogóle w większości wspaniali ludzie :) A że informacje są za darmo, masz rację, chociaż patrząc na tę papkę, którą serwują czasem w telewizji, internet wcale nie jest tutaj medium najgorszym :)

      • http://macwyznawca.myapple.pl/ Jaromir Kopp „MacWyznawca”

        Dokładnie!
        Nikt bez idei nie zadowoli się kilkoma zł reklam! To jednak wile wysiłku wymaga…

  • http://lepszawersjasiebie.pl/ Igor Mróz

    To, widzisz, tak jak w greckiej tragedii – i tak źle, i tak nie dobrze. Chętnie płaciłbym (i płacę!) za dobre i wartościowe treści, ale wyszedłem już z fazy super-idealizmu i bardzo nie lubię utrudniania mi życia. Audible – genialna koncepcja, ale co to za audiobooki, których nie mogę sobie zgrać na mój zwykły feature-phone, tylko muszę słuchać na macu w itunes. Dlatego, gdybym mial ochote czytac Wyborcza, to pierwsza odslona Piano, o ktorej piszesz, strasznie by mnie wkurzyla! Namietnie za to kupuje ksiazki na amazonie.

    Co do blogow zas i wiekszosci pojedynczych artykulow – placac w 99% poczulbym sie po fakcie oszukany – niestety wiekszosc tych tresci jest… srednio wnosząca coś do tematu. A zeby byly lepsze, to trzebaby zaplacic, ale zeby zaplacic musialyby byc lepsze. No wlasnie – wypisz wymaluj „Antygona”!

    p.s. mieszkalas za granica, albo spedzilas tam dluzszy czas? Prosze, wytnij slowo „polskiej”. Tak, ta mentalnosc jest zła, ale nie jest nasza specjalnoscia.

    • http://socialshake.pl/ Ibellae

      Ja ostatnio testuję sobie Legimi. Fajna opcja, jeśli chcę mieć jakąś książkę w formie papierowej i nie płacić podwójnie. Mogę jednak czytać tylko na tablecie, co trochę przeszkadza, zwłaszcza moim oczom. W temacie blogów, bloger nigdy raczej nie będzie dziennikarzem, czyta się go z innych powodów, ale poświęca swój czas i jeśli czytam go regularnie, warto docenić jego pracę. Większość na tym nic nie zarabia. Odnośnie mentalności, może racja i nie jest tylko nasza polska… Podwórko obok w końcu zawsze jest zieleńsze. Niemniej, podziwiam na przykład podejście Amerykanów, często pokazują, że można mieć inny stosunek do ludzi i zebrać się w słusznej sprawie. Więcej w nich takiego społecznego ducha.

    • http://www.martinzalewski.pl/ Martin Zalewski

      Ta wspomniana mentalność rzeczywiście nie jest tylko polska. Ale w Polsce występuje, i to niestety dość powszechnie, więc spokojnie można ją polską nazwać.

      Pozdrawiam z emigracji. :)

  • http://www.gosiarella.pl/ Gosiarella

    Świetne! Zgadzam się ze wszystkim, co napisałaś. Pomijając już to, że wszyscy (większość) w internecie traktujemy dostęp za free za nasze święte prawo, to najbardziej boli mnie ta nasza mentalność życzenia innym gorszego losu. Dołowanie tych, którzy chcą się realizować i życzenie im porażki.

    • http://socialshake.pl/ Ibellae

      Też mnie to dołuje, ale chyba nie pozostało nic innego, jak próbować się tym nie przejmować i robić swoje :)

  • http://kuferek-na-strychu.blogspot.com/ Ken.G

    Ja jako bloger nie potrafię wymienić popularnych blogów, więc nie dziwię
    się, że nie potrafią też „zwykli” czytelnicy tudzież internauci ;) Tzn.
    te popularne dziś blogi to chyba głównie drugofalowcy, którzy chcą
    zarabiać blogowaniem i piszą w sposób, który mnie odrzuca (nie czuje się
    – wróć! ja nie czuję – autora za tym tekstem, nie widać za nim żywego
    człowieka, tylko przeliczacza statystyk, chwalącego się na podstronie
    „Współpraca” tym, ile to ma wyświetleń każdego miesiąca). Kompletnie nie
    zżywam się z tymi ludźmi, no ale jak mam to zrobić, skoro widzą we mnie
    zysk (klik klik), a nie znajomego? Z drugiej strony ci, którzy piszą od
    początku i jest to dla nich przyjemność, a nie (ciężka) praca, są dla
    mnie jak znajomi z „reala”. Nie miałabym nic przeciwko, żeby spotkać się
    z nimi na przysłowiowej kawie :)

    Blogi, które przychodzą mi na
    myśl na hasło „popularne”, to te, które… nierzadko nie są już
    prowadzone. Te z pierwszych konkursów na Bloga Roku – one naprawdę
    trzęsły internetem. Ów konkurs przestał się dla mnie liczyć już po 3 czy
    4 edycji, kiedy widziałam, że nie liczy się rzeczywista popularność
    bloga, tylko to, ile bloger wyprosi smsów – od znajomych, od rodziny, od
    kogokolwiek. Wygrywały niekoniecznie… najlepsze, że tak
    dyplomatycznie to ujmę. Ech…

    Pozdrawiam, standardowo, późną nocą :)

    • http://socialshake.pl/ Ibellae

      Popularny bloger – w jakimś raporcie ludzie podawali bodajże Martynę Wojciechowską ;) Łatwiej być popularną osobą, która do tego bloguje, niż blogerem, który stał się popularny. No chyba, że weźmiemy pod uwagę blogerki modowe, które przeniknęły do mainstreamu i opanowały serwisy plotkarskie. A blogi, które wygrywały… pamiętam okres, gdy wygrywały życiowe historie, smutne, z których teraz czerpie telewizja. Fajnie, że teraz, przynajmniej w ostatnim roku, wygrała publicystyka. No i Wawrzyńca pamiętam, chyba z pierwszej edycji, mój ulubiony blog :) Miłego wieczoru ;)

    • http://www.martinzalewski.pl/ Martin Zalewski

      Zbytnia popularność bloga/blogera to dla mnie przekleństwo. Człowiek w tłumie traci możliwość nawiązania realnej (mimo iż przez internet) bliskości. Mam wrażenie, że na tych mniej popularnych blogach społeczność, która uzbierała się wokół blogera, tworzy swego rodzaju wspólnotę. Gdy natomiast czytelników i komentatorów jest już za dużo, to tworzy się zbiorowisko indywidualności. Często zamiast prawdziwej dyskusji są licytacje, kto też zabłyśnie „fajniejszym” komentarzem.

      • http://socialshake.pl/ Ibellae

        Zmienia się też często podejście samych blogerów – kiedy jest mniejsza ilość czytelników, rozmowy są takie bardziej prawdziwe, potem nadchodzi coraz mniej odpowiedzi zwrotnych… A ja jak komentuję to dlatego, że wyrażam chęć tego, żeby sobie pogadać ;)

  • http://www.zycienapoddaszu.pl/ Bodbelle.

    Podzielam niemal wszystko, co napisałaś. Niemal, bo jednak jestem tradycjonalistką i książki oraz gazety wolę tylko i wyłącznie w wersji papierowej. Pewnie nie tylko ja, ale o gustach się nie dyskutuje. ; ) I masz też absolutną rację, że ludzie coraz bardziej robią się/są zawistni. Znam to ze swojego doświadczenia i muszę powiedzieć, że to cholernie przykre. Wszystko zmierza do tego, że z Twojego sukcesu będzie cieszył się ktoś, kto również go osiągnął, choć nie zawsze – niektórzy nawet na tym etapie bawią się w tego, kto jest lepszy. No, ale co zrobisz, jak nic nie zrobisz.
    A co do traktowania blogerów – znam ból z autopsji. Moja rozmowa z mamą:
    M – Co robisz?
    Ja – Piszę Izie komentarz na bloga.
    M – Znowu zajmujesz się tymi pierdołami?!

    • http://socialshake.pl/ Ibellae

      Przynajmniej Twoja mama wie, czym jest blog ;) W mojej rodzinie to pojęcie abstrakcyjne ;) Może coś tam niektórym mówi, ale generalnie trudno wytłumaczyć o co chodzi, po co ludzie piszą blogi i dlaczego ktoś to w ogóle czyta.

      Ludzie tak po prostu mają, dlatego racją jest, że jeśli przy kimś nie czujemy się komfortowo, warto się zdystansować. Traktujemy życie jak wyścig szczurów, nawet jak ktoś biegnie nie ścigając się z nami bezpośrednio, niekoniecznie chcemy widzieć go na mecie ;) Piszę „my”, bo różne są te instynkty, z których nie zdajemy sobie sprawy, ale generalnie staram się cieszyć czyimś szczęściem, bo wtedy w ogóle radości jest więcej :)

  • http://turkusowakropka.com/ Tedi

    Ludzie uwielbiają mieć wszystko za darmo. Za czytanie bloga nie płacą, a jak bloger zarabia na reklamach, to narzekają, że się sprzedaje. No tak, bo bloger to powinien za darmo wszystko robić w imię wyższej idei. A za co będzie jadł, to już nie jest sprawa czytelnika ;-)

    • http://socialshake.pl/ Ibellae

      Tutaj pytanie, w jakim celu blogujemy. Dla niektórych jest to w dużym stopniu komercyjna działalność, dla innych po prostu pasja. W jednym i drugim przypadku poświęcają swój czas, więc warto to doceniać ;)

  • http://introversja.com/ Introversja

    My w ogóle nie lubimy ludzi sukcesu – przecież ten, komu się udało, to na bank jakiś krętacz lub złodziej….

    • http://socialshake.pl/ Ibellae

      No nie lubimy, pierwszy milion trzeba przecież ukraść ;)

Next ArticleDo diabła z tymi motylami!