studia

I po co ci te studia?

Jeśli studiujesz jeden z humanistycznych, obleganych kierunków i myślisz, że rynek pracy czeka z otwartymi ramionami, to nic bardziej mylnego. Studia – kiedyś synonim prestiżu, kultury wyższej i świetlanej przyszłości. Dziś ich wartość się zdewaluowała, bo może je skończyć każdy. Pracodawca wymaga doświadczenia, a nie wykazu zajęć teoretycznych i obrony pracy magisterskiej na pięć. Czy więc warto jeszcze w ogóle studiować?

To, że muszę skończyć studia wiedziałam od podstawówki. Słyszałam regularnie, że bez studiów, to po prostu nic mnie dobrego nie czeka na tym okrutnym świecie. Co by się nie działo, studia muszę mieć. Mgr przed nazwiskiem, jako przepustka do lepszego świata, w którym pracę rąk zastępuje znakomicie wynagradzana praca umysłu. Studia to był czas intensywnego pisania prac zaliczeniowych i udzielania korepetycji.  I czas chłonięcia, nie tylko grubych tomów lektur z różnych epok i znienawidzonych książek z gramatyki historycznej. Ale też doświadczeń i życia. Czy to czas stracony?

Większość ze świeżo upieczonych maturzystów nie ma pojęcia, co dalej. Wybór kierunku studiów wynika z jakichś pasji, zalążka zainteresowań a czasem z zupełnego braku wizji, co dalej. Co kieruje tymi, którzy idą na kulturoznawstwo, filozofię, pedagogikę? Co kieruje kolejnymi nauczycielami w okresie niżu demograficznego? Czasem to właśnie ta pasja, a czasem brak perspektyw, niemożność określenia, co chcą robić w życiu. Przecież niedawno skończyli 18 lat i do tej pory nikt od nich nie wymagał podejmowania decyzji, które zaważą na ich życiu. Każą iść na jakieś studia, no to idą. 

Studia mogą wiele nauczyć

Nie chodzi o wiedzę teoretyczną, często kompletnie odklejoną od realiów rynku pracy. Uczą samodzielnego życia. Ni stąd ni zowąd ze szkoły średniej, gdzie rodzice kontrolowali twoje postępy, znikasz w miejscu, w którym nikt cię już nie pilnuje. Wszystko zależy od ciebie, twojego zaangażowania, determinacji. Stajesz się panem, panią, oficjalnie dorosłym, chociaż często jeszcze kompletnie niedojrzałym, człowiekiem, któremu nagle oddano kierownicę. Wypchnięto na szerokie wody podejmowania kluczowych życiowych decyzji. Powiedziano, że masz iść na studia, jakie – kwestia twojego wyboru, często dyktowanego chwilową modą lub kaprysem. Jak już studiujesz, szybko się przekonasz, że dopiero w czasie studiów otrzymasz pierwsze prawdziwe lekcje życia. 

Studia poszerzają horyzonty

Jeśli tego chcesz. Jeśli masz możliwość dobierania kolejnych zajęć, chodzenia na coś więcej niż obowiązkowe ćwiczenia. Ale co ważne, w żaden, kompletnie żaden sposób cię nie ograniczają. Możesz robić w życiu cokolwiek, masz przed sobą pełną paletę możliwości, a ogranicza cię tylko twoja wizja siebie. Nie kierunek, który wybrałeś na uczelni.

Nie musisz zawsze mieć średniej 5.0, a do każdego egzaminu podchodzić tak, jakby od niego zależało Twoje życie i przyszłość. Bo przyszłość zależy od tego, czy masz w sobie pasję. Co robisz po tym, jak wychodzisz z uczelni i czy robisz coś ponad odbębnienie obowiązkowych praktyk.  Czy zbierasz doświadczenia, czy chce ci się, czy nie ustajesz w samorozwoju.

Nic tak nie zasmuca jak widok CV, gdzie cała studencka aktywność to zajęcia i praktyki w którejś z bibliotek, czy szkół. To, gdzie będziesz pracował, co będziesz robił w przyszłości, może kompletnie nie współgrać z twoimi studiami. Ale rób coś dla siebie poza chodzeniem na zajęcia. Szukaj swojej drogi, odwiedzaj różne firmy, próbuj. Jak np. interesujesz się edycją grafiki albo wideo, to nawet jak tego nie studiujesz, sam się tego naucz. Jak cię to kręci, to uwierz, znajdziesz na to czas. 

Nie myśl, że po odebraniu dyplomu otworzą się przed Tobą wszystkie drzwi, a pracodawcy będą zabijać się o ciebie. Zwłaszcza, gdy jesteś niemającym pojęcia, co chcesz dalej robić, humanistą, który wysyła CV gdzie popadnie.

Studia to czas, kiedy możesz próbować

Popełniać błędy. Wylądować w redakcji jakiejś gazety albo dziale marketingu i stwierdzić po tygodniu, że to jednak nie dla ciebie. Szukać swojego miejsca w świecie i znaleźć coś, co będzie ci przez następne lata dawało satysfakcję. Możesz być świetnym nauczycielem, politologiem, dziennikarzem, ale może to być również tylko wstęp do oszałamiającej kariery operatora wózka widłowego. Wszystko zależy od ciebie. Od twojego przekonania albo jego braku. Że jesteś najlepszy i że nie wyobrażasz sobie robić w życiu czegokolwiek innego. Bez kompromisów i rezygnacji z siebie.

Dlatego wybierając specjalizację na polonistyce, nawet nie aplikowałam na pedagogiczną. Chciałam być dziennikarzem, a zostałam marketingowcem. Bo studia nie powinny być sensem i oparciem twojej zawodowej kariery, a zdobyta wiedza może, ale nie musi ci się przydać.

Nikogo nie interesuje, co skończyłeś

Z czasem nikt nie będzie patrzył na to, jakie studia skończyłeś. Ważniejszy jest staż, na który poszedłeś, niż to na ile obroniłeś pracę magisterską. Jeśli jednak studia zacząłeś, to je skończ, bo to też wiele mówi o twoim charakterze i determinacji. I wykorzystaj ten czas maksymalnie, żeby po tych latach na uczelni nie odbijać się od kolejnych drzwi. Wykorzystaj czas studiów do tego, żeby przez następne lata życia robić to, co naprawdę kochasz. A przynajmniej wiedzieć, co chcesz robić. Kilka lat zdobytej praktyki zawodowej sprawi, że nikogo nie będzie już interesowało, czy i co skończyłeś. Rób więc wszystko, żeby tego czasu nie żałować i nie ograniczaj się do murów uczelni. Bo świat poza nią nie poczeka, aż będziesz na niego gotowy.

photo credit: CubanRefugee via photopin cc

  • http://www.katsunetka.nl/ Katsunetka

    Nie zgodzę się tylko z jednym, kilkanaście nawet lat praktyki i i tak ludzi będzie interesował kierunek studiów. Kolega w pracy był niezastąpiony, specjalista z długo letnim stażem w swojej dziedzinie i co? Nikogo to nie obchodziło w nowej pracy bo papierka brak na potwierdzenie tego. Mam też drugiego kolegę, który jest równie dobry jak nie lepszy i co? Bez papierka o ukończeniu choć pierwszego stopnia studiów mógł tylko pracować w rodzinnej firmie. Chyba tylko w dziedzinie humanistycznej doświadczenie jest ważniejsze niż papierek, ścisłowiec bez papierka a tylko z doświadczeniem nie ma szans.

    • http://socialshake.pl/ Izabela K.

      Trochę mnie to dziwi, bo jeśli ma wieloletnie doświadczenie i ktoś go przez ten czas zatrudniał, ba, może się pochwalić swoimi projektami, to po co komu ten „papierek”, gdy wiedza, którą zdobywał może być już w dużym stopniu zdezaktualizowana. Ale być może ścisłowcy to rzeczywiście całkiem inna bajka ;)

      • http://www.katsunetka.nl/ Katsunetka

        Powiem Ci, że tez mnie dziwiło, że kolega 10 lat pracy w branży i robi studia dla papierka bo nie może bez niego innej pracy poszukać. Jeżeli chodzi o Twoje spostrzeżenia to po prostu marzenie aby tak było i to co umiemy było ważniejsze. A zapomniałam wspomnieć, że kolega magistra miał, ale z humanistycznej branży. :) Kolejny magister od „fikołków”, ale też wolał by mieć papierek z branży bo może dyktować inne warunki.

        • http://socialshake.pl/ Izabela K.

          To musiała być jakaś specyficzna branża ;) Wiadomo, że to, że coś umiesz musi być w jakiś sposób potwierdzone, ale przecież nie pracował 10 lat na ładny uśmiech ;)

          • http://www.katsunetka.nl/ Katsunetka

            Wiesz te 10 lat temu aż tak na papierek nie było patrzenia, sam technik nawet wystarczał. teraz już nie jest tak kolorowo. Tego przykładem jest drugi kolega, że mimo umiejętności szans nie miał bo brak papierka. Nie znam technicznej branży gdzie papierek nie jest ważny bez względu na lata praktyki.

          • Tomi

            Mylisz się. W wielu technicznych branżach jest bardziej ważny certyfikat, ukończenie szkolenia z egzaminem, uprawnienia, itp. niż studia. Obecnie pracodawca potrzebuje myślącego pracownika, który umie dogadać się w zespole ludzi z doświadczeniem 1-5 lat w zależności od branży i w zależności od szefa to pracownika kreatywnego z inicjatywą lub pracownika potulnego bez inicjatywy. W mojej firmie bardziej nam się opłaca przyjąć do pracy na stanowisko kierownicze człowieka po średniej szkole z doświadczeniem kilku lat w branży z aktualnymi certyfikatami i bieżącą wiedzą rynkową niż ludzi po studiach, którzy zwykle nie mają certyfikatów i mają mało praktyki oraz doświadczenia, a co najgorsze to nie są na bieżąco z rynkiem i branżą. Inny przykład: Pracodawca ma do wyboru: osoba 5 lat doświadczenia po średniej szkole ze wszystkimi uprawnieniami i certyfikatami lub osoba po studiach podyplomowych 5 lat doświadczenia z uprawnieniami i certyfikatami. Kogo wybierze pracodawca? Tego po średniej szkole. Dlaczego? Bo może mniej zapłacić. Pracodawcy mają trochę mylne wyobrażenie, ale jak widzą kandydata z ukończonymi podyplomówkami lub doktora to sądzą, że nie warto w tą osobę inwestować, bo trzeba dużo zapłacić i ta osoba może szybko odejść z pracy. Wniosek: nie pokazywać pracodawcy wszystkich dyplomów ze wszystkich kierunków i nawet często nie warto się chwalić, że zrobiło się doktorat już w pracy, bo czasami dla pracodawcy to jest negatywny sygnał.

  • http://www.rozowaklara.pl/ Różowa Klara

    Bez studiów można zrobić większą karierę niż z papierkiem w ręku-wystarczy mieć głowę na karku. Mam znajomego z którego każdy się śmiał, bo wybrał zawodówkę (a 10 lat temu) przekonanie było proste zawodówka dla matołów i dla tych, którym uczyć się nie chce. I co? Skończył zawodówkę, wyjechał na rok do UK, wrócił otworzył firmę, zrobił maturę (na tym jego edukacja się skończyła) i do kilku lat prowadzi świetnie działającą firmę (z tego co wiem to działa również poza Polską). Teraz śmieje się w twarz mgr, którzy skończyli na kasie. Nie generalizowałbym, że tylko po studiach humanistycznych nie ma pracy, po studiach technicznych również nikt nie czeka z otwartymi ramionami a pracodawcy mogą wybierać, przebierać w CV. Można skończyć filozofię i zarabiać kokosy albo np. metalurgię i pracować w Castoramie. Papierki mają znaczenie, ale większe znaczenie ma doświadczenie i to czy przez 5 lat się siedziało i żyło od imprezy do imprezy czy robiło się coś więcej. Trzeba mieć pomysł i plan na to co chceby robić a nie być przekonanym, że dyplom i 5 na dyplomie załatwi wszystko.

    • http://socialshake.pl/ Izabela K.

      To 5 lat umożliwia nie tylko skończenie studiów, ale też masę innych rzeczy. Poszukiwanie swoich pasji, dróg, doszkalanie się na wielu polach. Trudno mi zrozumieć ludzi, którzy nic poza chodzeniem na zajęcia nie robią. Zwłaszcza, gdy pracy na uczelniach też za bardzo nie ma, więc średnia 5.0 nie bardzo umożliwia cokolwiek :) Dzięki za głos ;)

      • http://www.rozowaklara.pl/ Różowa Klara

        Niestety nie brakuje takich osób :/ Skończyłam jedne studia, kończę drugie i po 5 latach mieszkania w akademiku powiem tak: większość osób żyje od imprezy do imprezy, albo spędza czas na nic nie robieniu, bo po co? Po co się martwić co będzie po skończeniu studiów, jak liczy się tu i teraz. Potem mija 5 lat i nagle budzą się z ręką w nocniku a przez 5 lat z innych się śmiali, że pracują, działają w wolontariacie, robią szkolenia, kursy itd. Najlepiej gdyby wprowadzono mocne ograniczenia i egzaminy wstępne, bo teraz studiować może każdy.

        • http://socialshake.pl/ Izabela K.

          Niż demograficzny robi też swoje. Zwłaszcza prywatne uczelnie stają na rzęsach, żeby tylko do nich przyjść i zrobią wiele, żeby ktoś, nawet jak studiuje tylko w teorii, te studia skończył. Ważne, że płaci. Głupi system :/

  • http://zblogowany.pl/ Ana

    Na dobrą sprawę, z tymi papierkami, tj, studiami, w dzisiejszych czasach nie wiadomo, jak to jest. Czy ważne, że masz dyplom, czy może ważniejsze, by mieć doświadczenie, czy może i to, i to. Na pewno ostatnia opcja jest najlepsza, ale… znam przypadek, który studiował i pracował. Zrobił doktorat. I tylko za to stracił pracę. Inną dostał za to właśnie dlatego, że ten doktorat miał (pracodawca nawet pokusił się o kontakt z promotorem). I to w tej samej branży, chyba nawet na tym samym stanowisku. I bądź tu człowieku mądry i odpowiedz, po co ci te studia…

    • http://socialshake.pl/ Izabela K.

      Dyplom na poziomie chociaż tego licencjatu to powoli chyba jakiś standard, ale sam w sobie nie otworzy żadnych drzwi. Musi być coś więcej, pasja, doświadczenie, umiejętności. A że stracił za doktorat… niektórzy w CV nie przyznają się, że go w ogóle mają, bo czasem są niestety powody :/

      • http://zblogowany.pl/ Ana

        No właśnie: chyba to, że studia na poziomie licencjatu czy inżyniera są już standardem, bardziej liczy się doświadczenie zdobywane równolegle, przynajmniej staże i praktyki, a nie tylko studiowanie i… studiowanie.
        A co do ukrywania poziomu wykształcenia – to wg mnie tym powodem jest to, że wielu szefów, prezesów i dyrektorów ma to wykształcenie maksymalnie magisterskie i jak pracownik może mieć wyższe, prawda? Bo o ile jeśli startujesz na wykładowcę, to te tytuły powyżej magistra mogą się przydać, to o tyle w innych dziedzinach trudno już utrafić, czy to nie będzie przeszkodą.

        • http://socialshake.pl/ Izabela K.

          Bo różnie można to odczytywać. Niektórzy idą na doktorat z braku innych pomysłów. Nie mogą znaleźć pracy, więc postanawiają postudiować jeszcze kilka lat, schować się przed światem na uczelni, a potem się martwić, co dalej :) Z drugiej strony, jak pracownik chce dalej studiować, rozwijać się, lubi to i znajduje na to czas – to powinien być wielki plus :)

          • http://zblogowany.pl/ Ana

            Ci, którzy idą na doktorat z braku innych pomysłów, raczej już więcej pomysłów mieć nie będą. Ich ktoś musi poprowadzić za rączkę. Przynajmniej mi się tak wydaje.
            Jeśli zaś chodzi o rozwój pracownika – fajnie, gdyby byli pracodawcy, którym by na tym zależało. Może są tacy. Jednak mam wrażenie, że więcej z nich ma podejście typu: „Po co się szkolić, gdy można w tym czasie pracować?”, niestety.

  • http://introversja.com Introversja

    Studia to także ludzie, znajomości, relacje. Niektóre z nich potrafią w przyszłości zaprocentować. Inne to potencjalne przyjaźnie na długie lata.
    A poza tym… czasem pragmatyzm warto odłożyć na bok. Studia to po prostu wspaniały czas, unikalne przeżycia i lata, które długo się wspomina :)

    • http://socialshake.pl/ Izabela K.

      Dokładnie tak ;) Wprawdzie pragmatyzmu to bym tak do końca nie odkładała na bok, ale ten czas warto przeżyć. Kiedyś ktoś mi powiedział, że to najpiękniejszy czas w życiu i że mam się nim cieszyć. Nie powiedziałabym, że najpiękniejszy, ba, wolę swoje życie teraz, ale to był piękny czas :)

  • http://mrkpassion.pl/ Kamil Macher Mr K.

    Przybijam piątkę za ten tekst ; )

  • http://kondux.pl/ Kondux

    Ja licencjat skończył bez większych problemów, ale z magisterki zrezygnowałem. Znaczy poszedłem i zaliczyłem zdecydowaną większość przedmiotów, ale stwierdziłem, że to nie dla mnie i nie potrzebuję mieć mgr przed nazwiskiem. Jednak studia dały mi bardzo wiele. Dzięki nim zwiedziłem Chiny i Tajwan, poznałem masę ciekawych osób i znacząco poszerzyłem swoje horyzonty. Częściowo też dzięki nim wiem co chcę robić w życiu, więc to zdecydowanie okres w moim życiu na plus ;)

    • http://socialshake.pl/ Izabela K.

      Ale Ci zazdroszczę tych podróży ;) Ważne, że wycisnąłeś ze studiów maksymalnie tyle, ile potrzebowałeś. Jeśli magisterka była zbędna, to była zbędna i już :) Cele zostały spełnione i to najważniejsze, że nie masz poczucia, że ten czas został stracony :)

  • http://kochajaclato.blogspot.com/ Klaudia

    zgadzam się, studia to przede wszystkim praktyka. jeśli chodzi o mnie, to żałuję jedynie tego, że nie poszłam na studia do innego miasta niż rodzinne, ale nie miałam za bardzo innej możliwości ze względu na kierunek, jaki wybrałam. przez to nie miałam tak naprawdę szansy poznać tego niezależnego, studenckiego życia i mieszkanie z rodzicami na dłuższą metę zaczęło mi doskwierać. ale nic straconego – mogę pójść jeszcze gdzieś indziej na magisterkę ;) mam nadzieję, że mi się uda.

    http://kochajaclato.blogspot.com

    • http://socialshake.pl/ Izabela K.

      Na pewno Ci się uda, chcieć to móc ;) Tak, studia to możliwość większej niż dotychczas samodzielności i wolności. Przedsmak dorosłego życia, albo i nawet nie tylko przedsmak ;)

Next ArticleNie zgadzasz się? Zabierz swoje zabawki i wyjdź!