Ty też boisz się Facebooka?

Ty też boisz się Facebooka?

Nie masz Facebooka, to nie istniejesz. Może i stwierdzenie to wywołuje czasem uśmiech, a jeśli jesteś uzależniony od nowoczesnych technologii, a Twój dzień często zaczyna się i kończy na Facebooku – dobrze wiesz, o czym piszę. Na pewno znasz jednak ludzi, których tutaj nie ma i uważają, że Facebook to zło – dlaczego?

Nigdy nie sądziłam, że moja praca będzie determinować to, czy się z kimś rozumiem. A jednak, gdy usiłuję komuś nie z branży wytłumaczyć, czym się zajmuję na co dzień, jakichkolwiek bym słów nie użyła, każdy spoza marketingowego środowiska, patrzy na mnie jak na kosmitę.

Nie zawsze trzeba rozmawiać o pracy, ba, jest wiele sympatyczniejszych tematów. Trudno mi sobie jednak wyobrazić związek z kimś, kto jest z kompletnie innej, offlinowej bajki. Z kimś, kto gdy wyciągam telefon, żeby sfotografować jedzenie, patrzy na mnie, jakbym była nienormalna. Z kimś, kto każde zajrzenie do telefonu odbiera jako napaść na tę chwilę, kiedy z nim jestem. Nie wspominając o zakazanym checkinowaniu się w parku. A wreszcie z kimś, kto, gdy piszę mu, że jestem geekiem, że najgenialniej czuję się wśród ludzi, którzy rozumieją i kochają nowoczesne technologie, odpisuje mi, że połowy mojej wypowiedzi nie zrozumiał.

Internet to real

Są ludzie, którzy dzielą świat na realny i wirtualny. Ten drugi to oczywiście cała nasza aktywność w internecie – jakby ta cała przestrzeń, blogi, fora, serwisy, strony, była jedynie wytworem naszej wyobraźni. Czymś gorszym, innym, wreszcie dodatkowym, zbędnym, mniej prawdziwym. Jakiś czas temu Google Alert zasugerował mi artykuł „46 dni rocznie na Facebooku. Tylko po co?!”. Napisany w stylu tabloidu – jak to Facebook i inne portale społecznościowe kradną (!) nam ok. 46 dni rocznie!

To tak jakby napisać, że GG działające w tle, serwisy informacyjne czy czasopisma, zabierają nam te cenne minuty. Trudno oprzeć się pokusie i nie zacząć ubolewać, jak to tego typu szmatławce kradną czas, serwując ludziom informacje w stylu wieloryba w Wiśle, krwiożerczych żelazek, czy zakupów jakiejś pseudo celebrytki bez makijażu.

W każdym razie Facebook został sprowadzony do „czatowania”, oglądania fotek i grania w gry online, by za moment być przyrównanym do narzędzia chwalenia się dobrami konsumpcyjnymi i kreowania sztucznego wizerunku. Każdy lajk pod fotką ma na celu nas dowartościować, a internetowe kontakty pozwalają być kimś innym, niż w „realu”. I to jest celem obecności w serwisach społecznościowych – podreperowanie naszego ego.

Głupota jest wszędzie

To prawda – internet umożliwia nam kreowanie własnego wizerunku – to my decydujemy o tym, w jaki sposób się pokażemy, czym podzielimy się z innymi. Tak jak decydujemy o tym, rozmawiając z kimś, idąc ulicą, nosząc określone ubrania, używając konkretnego sprzętu, spędzając w specyficzny sposób czas. Udawanie na dłuższą metę kogoś, kim nie jesteśmy, tak jak i na co dzień, w internecie również nie jest możliwe. Zamęczylibyśmy się.

I tak jak w życiu, w pracy, na ulicy, doświadczamy głupoty, tak możemy na nią również trafić w serwisach społecznościowych. Także na Facebooku, jeśli nie odpowiada nam czyjeś towarzystwo, poglądy, możemy się z nim nie widywać. Treści, które widzimy w społecznościówkach składają się w największym stopniu z tego, co wrzucają nasi znajomi. Jeśli więc nie są specjalnie wysokich lotów – najwyraźniej takimi ludźmi właśnie się otaczamy. Jeśli możemy zrezygnować z rozmów z nimi, możemy również wyciąć ich ze swoich facebookowych aktualności i zadbać o ich poziom merytoryczny. Abstrahując od szalejącego edge ranka.

Facebook to tylko narzędzie

Z założenia portale społecznościowe mają odzwierciedlać realne związki między ludźmi i pozwalać nam komunikować się skutecznie i szybko ze znajomymi. To, jaki ślad po sobie zostawimy zależy od nas. Facebook to jedynie narzędzie. To my decydujemy, czy będziemy go wykorzystywać do wrzucenia fotek z imprez, komunikacji z grupą na uczelni czy konsumowania treści z pożądanych przez nas źródeł. To od nas zależy, jakie informacje o sobie podarujemy każdemu z tego typu serwisów.

Większość moich znajomych to ci, którzy z powodzeniem używają Facebooka, ale nie mają pojęcia o marketingu w social mediach. Spędzają na nim swój wolny czas. Delektują się chwilą. Głównie jednak nawiązują kontakt z innymi ludźmi. Bo łatwiej jest czasem tak się złapać, niż umawiać się w nieskończoność na spotkania, zwłaszcza, gdy dzieli nas spora odległość.

Portale społecznościowe wypierają komunikatory – kiedy się umawiam z kimś, najczęściej piszę do niego właśnie na fejsie. Kiedy pytam, co słychać, nie dzwonię – piszę. Z wieloma ludźmi nie mogłabym mieć kontaktu, gdyby nie Facebook. Co nie znaczy, że nie umiem – jak każdego komunikatora, czy serwisu informacyjnego Facebooka wyłączyć.

 

Gdy ktoś mi sugeruje, że tam, w tamtym strasznym wirtualnym świecie, zostawia się za dużo śladów, zaczynam się zastanawiać, co ma do ukrycia. Facebook i inne portale obowiązują te same zasady, co w „realu”. Bo to jest real. Żadna tam wirtualna rzeczywistość. Zło i głupota są wszędzie. To żaden powód do dumy, że Cię tu nie ma, że boisz się internetu, że na hasło „Facebook” się krzywisz. Nie musi Cię tutaj być. Możesz też uciekać przed rzeczywistością i zamknąć się w czterech ścianach, unikając ludzi. Tylko po co demonizować coś, czego się nie poznało?

  • http://www.przewijak.es Przewijka

    Iza, jak ja się cieszę, że jesteś! <3 takiego tekstu było mi trzeba, bo nie raz zastanawiałam się po co mi to. A to tak naprawdę wydłużenie siebie, własnego ja. Teraz już wszystko rozumiem. I cieszę się, że Facebook jest. Mógłby tylko oddać zasięgi :P

    • http://socialshake.pl/ Izabela K.

      Świetnie to ujęłaś – wydłużenie własnego ja, to chyba esencja tego tekstu :) Mógłby oddać, zasięgi, fakt… Ale gdyby nie Facebook nawet nam trudno byłoby utrzymać regularny kontakt w tym codziennym pędzie :) A tak – jesteś ;)

  • http://www.marilabo.pl/ Mari

    A może to jest tak, że ci z obydwu stron sieciowi i niesieciowi próbują się porozumieć, wpasować tę drugą opcję w swój system wartości i ważności?

    • http://socialshake.pl/ Izabela K.

      Na siłę nie ma za bardzo sensu się w coś wpasowywać. Za to próbować zrozumieć inny punkt widzenia jest całkiem zdrowo :)

  • Pingback: Umówisz się ze mną na kawę? | Przewijak()

Next ArticleBlogShake #1